Dla tej powieści odbyłam w towarzystwie zagrodowych szlachciców i szlachcianek formalne studia botaniki miejscowej, tudzież pieśni, bajek, zagadek, podań tutejszego ludu. W powieści porusza się blisko sto osób z klasy obywatelskiej i zagrodowej szlachty na tle stosunków miejscowych i nadniemeńskiej natury, którą chce w jak najszerszych ramach przedstawić – pisała Orzeszkowa w jednym z listów.
Akcja powieści rozgrywa się na Grodzieńszczyźnie, w okolicach Niemna. Czas przedakcji sięga XVI wieku (legenda o Janie i Cecylii), kolejne retrospekcje dotyczą wojen napoleońskich (opowieść Jakuba Domunta o jego bracie Franciszku), powstanie listopadowe i styczniowe. Akcja właściwa rozpoczyna się latem 1886 roku i rozgrywa się pomiędzy czerwcem a schyłkiem lata...Powieść rozpoczyna się, jak z kościoła wraca grupa wieśniaków oraz Marta Korczyńska „nieponętna i dziwacznie odziana”, która ma „lat czterdzieści osiem” i Justyna „uosobienie piękności kobiecej, zdrowej i silnej, lecz dumnej i chmurnej”. Z ich rozmów dowiadujemy się nieco o zdarzeniach, wskutek których Justyna znalazła się w korczyńskim dworze, i o jej minionej miłości do Zygmunta Korczyńskiego, a także o pani Emilii Korczyńskiej, która „choroby swoje pieści” i o jej towarzyszce pannie Teresie. Kobiety mija jadący do Korczyna powóz Teofila Różyca, któremu towarzyszy żartujący złośliwie ze spotkań pań Bolesław Kirło. Justyna obawia się, że Kirło będzie żartował z jej ojca – bo, jak mówi Marta „ten błazen zawsze facecje wyprawia z tym safandułą”. Mija ich również wóz powożony przez Jana Bohatyrowicza. Justyna rzuca dziewczynom niesiony bukiet, a Marta mówi do towarzyszki: „był taki czas krótki, że ci Bohatyrowicze u nas we dworze bawili”. Było to, jak mówi Marta, 20 lat temu (akcja powieści rozpoczyna się na wiosnę 1885 roku). Wspomnienie Mart przerywa głośniejszy niż turkot kół wozu śpiew Jana. Ta sama pieśń, która Marta śpiewała kiedyś z Anzelmem, Jan zmienia jednak jej słowa. Zamiast „Ty będziesz panną przy wielkim dworze…”, śpiewa „Ty jesteś panną…”. Wywołuje to oburzenie Marty i „gorący płomień” w oczach Justyny. Zdarzenie to rozgrywa się na drodze wiodącej przez nadniemeńskiej pola ku miejscu, gdzie po obu stronach rzeki, naprzeciw siebie znajdują się dwór w Korczynie i szlachecki zaścianek Bohatyrowicze. Właścicielem Korczyna jest Benedykt Korczyński. Mieszka tam z żoną Emilią oraz dziećmi – Witoldem i Leonią, cioteczna siostrzenicą Justyną Orzelską, jej ojcem, nieustannie grającym na skrzypcach, Teresa Pilską i kuzynką. Martą Korczyńską. Brat Benedykta, Andrzej zginał w powstaniu, drugi brat- Dominik wyjechał do Petersburga i robił karierę urzędniczą, ich siostra wyszła bogata za mąż za Darzeckiego. Dwór Korczyńskich jest zadłużony, Benedykt zaciągnął bowiem kredyt, by pospłacać zobowiązania wobec rodziny. Nieustannie frasuje się, jak zdobyć pieniądze na spłaty rat, nieustannie też procesuje się z sąsiadami. Emilia ciągle choruje, czuje się jak na pustyni, zżera ja nuda i bezcelowość własnej egzystencji, marzy: Być gwiazdą pierwszej wielkości na dworze wielkiego króla...bawić się, jaśnieć...
Justyna wychowała się w domu wdowy po Andrzeju Korczyńskim, u boku jej syna Zygmunta. Młodzi kochali się w sobie, ale matka chłopca nie zgodziła się na mezalians, wysłała uwielbianego syna za granicę, by kształcił się w uczelniach artystycznych, i ożeniła go z młodziutką i piękną hrabianką. Matka Zygmunta pragnęła dla swego syna : kobiety wysoko urodzonej, z rozległymi koligacjami, z wychowaniem świetnym, jakiejś na koncie muzy, która by niewątpliwemu dla niej geniuszowi jego dopomogła do wzrostu i lotu. Wysłany do Monachium na studia, Zygmunt wrócił stamtąd z żoną. Tymczasem ojciec Justyny wdał się w romans z francuską guwernantką, uciekł z nią z domu, pozostawiając rodzinny majątek na łasce losu. Ojciec Justyny: przez nieszczęśliwe wpadki utraciła majątek a wkrótce potem owdowiał. To, co zostało z majątku po spłaceniu wierzycieli, przejął Benedykt, regularnie wypłacając Justynie należne procenty. Dziewczyna wybrała więc życie rezydentki na dworze kuzyna. Emilia Korczyńska twierdzi, iż Justyna jest dobrą dziewczyną, choć: oryginalną, zawsze inaczej robi niż wszyscy.
W sąsiedniej wiosce mieszka szlachecki, ale bied ród Bohatyrowiczów, własnymi rękami pracujący na chleb. W latach powstania Jerzy Bohatyrowicz i Andrzej Korczyński byli przyjaciółmi, razem snuli plany odbudowy Rzeczpospolitej, obaj zginęli w powstaniu i leżą we wspólnej mogile. Teraz jednak między dworem a wsią istnieje wrogość. Jan Bohatyrowicz, syn Jerzego, jest nadzieją rodu. Pracowity, uczciwy, szczery. Podkochuje się w nim daleka krewniaczka, dziedziczka najlepszego gospodarstwa we wsi, Jadwiga Domuntówna. Marta Korczyńska w młodości kochała się w Anzelmie Bohatyrowiczu, bracie Jerzego, także powstańcu, jednak do małżeństwa nie doszło z powodu obawy o mezalians. Wyniosła wdowa po Andrzeju Korczyńskim zamieszkała w Osowcu (majątek brata skonfiskowały władze cesarskie), poświęciła się wychowaniu syna, przyjmując pomoc w zarządzaniu od szwagra Benedykta. W tym momencie rozpoczyna się właściwa akcja powieści. Na imieniny pani Emilii zjeżdżają sąsiedzi i rodzina. Następnie przenosimy się do wnętrza korczyńskiego dworu. Jest to „jeden tych starych , szlacheckich dworów, w których niegdyś mieściły się znaczne dostatki i wrzało życie ludne, szerokie, wesołe”. Pani Emilia, żona właściciela dworu jest prawie cały cza schorowana i prawie nie opuszcza swego pokoju. Towarzyszy jej i służy panna Teresa Pilska, niegdyś nauczycielka córki. Do dworu przybywają Różyc i Kirło, który zabawia panią dworu opowiadaniem o spotkaniu dwóch gracji „starej i złej” oraz „prawdziwej gracji”. Mowa o Marcie i Justynie, które szły wcześniej po drodze. Wiadomość, że Justyna jest krewną pana domu, zaintrygowała Różyca, który w pięknej pannie doszukał się: świeżości, siły i prostoty. Napomknienie Różyca o mężu pani wywołuje jej zdenerwowanie i atak duszności. Pojawia się Benedykt Korczyński. Silny i barczysty kontrastuje z Różycem, choć jedną cechę mają wspólną: obaj są smutni. Kirło nie zna się na sprawach gospodarczych, zajmuje się nimi żona. Różyc przybył w te strony, utraciwszy znaczną część swego majątku znajdującego się nad Słuczną na Wołyniu. Nie interesował się nim bawiąc za granicą. By zabawić panią domu, Kirło sprowadza do salonu odzianego w szlafrok ojca Justyny, skrzypka, przeciw czemu ostro występuje Justyna. Incydent ten zwiększa zainteresowanie nią Różyca. Ten postępek mu imponuje. Wypytuje o pannę panią Emilie, przy okazji zdradzając jej, że jest morfistą. Do dworu przybywają Witold i Leonia – dzieci Korczyńskich. Witold studiuje argonomie i ma ambicję zmiany stosunków społecznych, okazuje: zamiłowanie w gospodarstwie wiejskim. Wszystkich bawi Bolesław Kirło sąsiad. Pojawił się też Zygmunt, który usiłuje odświeżyć dawny z nią romans, ale spotyka się ze stanowczą odmową. Źle się czując wśród zgromadzonych, Justyna opuszcza Korczyn. Spotyka Jana Bohatyrowicza, orzącego swoje morgi, który zaprasza ją do siebie. Mieszka z ojcem Anzelmem i przyrodnią siostrą Antolką. Anzelm Bohatyrowicz oprowadza Justynę po sadzie, z którego jest bardzo dumny. Anzelm objaśnia, że: to jest robota naszych (…) sami my rolniki i sadowniki, i pasieczniki, i stolarze. (Bohatyrowicze podtrzymują w ten sposób tradycję przodków – Jana i Cecylii, którzy musieli sobie radzić sami). Fabian Bohatyrowicz wtrąca w sielankowy obrazek łyżkę dziegciu, przypominając sądowy zatarg z Benedyktem. Justyna odwiedza z Janem i Anzelmem grób Jana i Cecylii. Ich grobowiec bardzo prosty i ubogi, ale takiego kształtu i w taki sposób przyozdobiony, ze aby móc podobny mu zobaczyć, trzeba by się wstecz o kilka wieków. Na nim został wyryty napis: Jan i Cecylia, rok 1549 memento mori (bez nazwiska). Młodzi proszą, aby Anzelm opowiedział legendę o założycielach rodu. Jan był chłopem, a Cecylia wysoko urodzoną dziewczyną. Nikt nie znał ich nazwiska. Razem przybyli w litewskie puszcze, w krótki czas po przyjęciu przez Litwinów chrześcijaństwa. Powodem ich wędrówki była chęć ukrycia się przed ludźmi: sami dom zbudowali widny i czysty. Mieli oni sześc córek i synów. Dzieci żeniły się z okolicznymi mieszkańcami i : nie odjeżdżali nigdzie, tylko tu sobie budowali chaty, a tnąc lasy coraz dalej uprawiali pola. W 80 lat po ich przybyciu doniesiono o nich królowi Zygmuntowi Augustowi. Ten przyjechał i zobaczył dobrze zorganizowaną wieś w środku puszczy. Nadał Janowi i Cecylii tytuł szlachecki i nazwisko Bohatyrowiczów (od słowa „bohater” - w uznaniu za ich ciężką pracę w karczowaniu puszczy i założeniu osady). Ich herbem stał się Pomian – głowa żubra na żółtym polu.
Drugi tom rozpoczyna dyskusja Różyca z Kirłową, zapobiegliwa gospodynią, matką pięciorga dzieci, w zastępie męża lekkoducha zajmująca się gospodarstwem domowym. Różyc chyba się w Justynie zakochał, chciałby z nią wychylić: w pełni znaczeniu tego słowa kielich rozkoszy. Kirłowa doradza mu małżeństwo, które uspokoiłoby jego nerwy. Jednak okazuje się, że Kirło chce Justyną się tylko pobawić. Nie chciałby się ośmieszyć z Orzelską, pokazując się z nią na salonach. Nazywa ją: chińska figurka. Kirłowa stanowczo odmawia pośrednictwa w romansie, który skrzywdziłby Justynę. Tymczasem Witold przez 16-letnia Marią Kirłowną roztacza ambitne plany reform. Kirłowa niepokoi trochę fakt poufałości, jaki rodzi się pomiędzy Witoldem a jej córką.
Do Korczyna przyjeżdża Darzecki, który jest szwagrem Benedykta i domaga się od niego wypłaty posagu żony w wysokości kilkunastu tysięcy rubli. Po odjeździe Witold ma żal do ojca, że ten nadskakiwał Darzeckiemu (ten potrzebuje pieniędzy na luksusy dla córki). Wyrzuca ojcu usłużność i pokorę wobec szwagra lekkoducha, żyjącego ponad stan, choć nieźle skoligaconego, wychowującego swoje córki na głupie światowe sroki. Zauważa, że jeżeli jego siostra Leonia nie będzie miała odpowiednich wzorców do naśladowania stanie się także: światowa sroką, która w głowie nie ma dwóch ucywilizowanych myśli.
Tymczasem we wsi jest pora żniw. Justyna uczestniczy w żniwach Bohatyrowiczów. Słyszy od Jana, że: prawdziwy walor człowieka w tym, co on we środku ma. Również Witold chodzi po wsi w czasie żniw, z wszystkimi przyjaźnie rozmawiając i doradzając w pracach gospodarskich. Jan przywozi Justynę na mogiłę kryjąca ciała 40 powstańców, w skupieniu słucha jej słów o braku celu w życiu, sam opowiada o życiu wioski. Później ponownie gości ją u siebie. Justyna dopiero przed północą wraca do domu. Marta wyjaśnia jej, że nie chciała wychodzić za Anzelma, bo bała się być pośmiewiskiem i bała się ciężkiej pracy.
Ostatni tom rozpoczyna historia wdowy po Andrzeju Korczyńskim. Kobieta dostrzega, że wychował swojego syna Zygmunta, na pustego zarozumialca, który nie jest ani artysta, ani poważnym człowiekiem. Nudzi go sztuka, nudzą go badania archeologiczne, nudzi żona, nudzi rządca. Twierdzi, że wyrasta na: francuskiego markiza, nie na polskiego obywatela, na panienkę , nie na mężczyznę. Może tylko Justyna budzi w nim jakieś namiętności. Tymczasem Justyna i Witold wybierają się na wesele Elżbiety Bohatyrowiczówny, Emilia nie zgadza się, aby poszła tam również Leonia: Leoni po zebraniach i weselach chłopskich ciągnąc nie trzeba. Dochodzi do kolejnej ostrej wymiany zdań pomiędzy Witoldem a Benedyktem na temat zarządzania Korczynem. Benedykt twierdzi, że: każdy za młodu ma swoje marzenia i teorie, które szybko pochłonie codzienne życie. Witold absolutnie się z tym nie zgadza, chciałby sprawić, aby: ludzie nie obchodzili się z ludźmi jak z bezmyślnymi bydlętami.
Na weselu Elżuni i Franka Witold bawi się z Marynią. Mówi jej, że znalazł dziewczynę o jakiej zawsze marzył: prostą, skromną, pracującą, zdolna zrozumieć i kochać te zadania, które kobieta oświecona i szlachetna dziś pełnić powinna. Obiecuje, że będzie jej pisać listy i tęsknić. Późnym wieczorem wszyscy goście udają się nad Niemen, aby popływać czółnami i pośpiewać przy blasku pochodni. U stóp Anzelmowej zagrody zostaje tylko Marta i Anzelm – wspominają dawne czasy, miłość i rozłąkę.
Okazuje się, że to Benedykt wygrywa proces i chce wyegzekwować od Bohatyrowiczów 1000 rubli. Bohatyrowicze proszą Witolda, aby ten wstawił się u nich u ojca i wyjednał darowanie długu. W czasie długiej nocnej rozmowy Witold przekonał ojca, po czym obaj wybrali się na powstańczą mogiłę. Do Korczyna przyjeżdża Zygmunt i Kirłowie z oficjalną prośbą Różyca o rękę Justyny. Tłumaczą, że Teofil: osobiście nie oświadcza się dlatego, że by go nadto wzruszyło i zdenerwowało. Emilia jest zachwycona, Benedykt zaś nie ma zaufania do morfisty, pijaka trwoniącego majątek. Całą sprawę rozstrzyga Justyna, która przyjmuje oświadczyny Janka, odrzuca Różyca. Benedykt Korczyński zgadza się na to małżeństwo. Gdy Korczyński z Justyną przybywają do zagrody Anzelma, gdzie dokonuje się symboliczne pojednanie – Benedykt i Anzelm witają się i wspominają swoich braci leżących we wspólnej mogile powstańców.
KOMENTARZE
Aaaah!... te literówki tak drażnią >:|
Niekiedy idzie się pogubić o co c'mon :( "agronomia" np. "mhmmm..." tia...