Pan Tadeusz - Adam Mickiewicz


Streszczenie

Księga I: Gospodarstwo {1}
Dzieło Mickiewicza rozpoczyna się inwokacją, w której autor zwraca się do swojej ukochanej ojczyzny (Litwy), wyjawiając, że powodem napisania utworu jest ogromna za nią tęsknota. Dalej następuje apostrofa do Matki Boskiej, o której poeta mówi, że jak niegdyś ocaliła jego życie, tak samo pozwoli mu jeszcze wraz z rodakami powrócić z emigracji do kraju. Prosi ją także, aby tymczasem „przeniosła jego duszę” w rodzime strony, pozwalając mu snuć poemat o ojczyźnie, jakiej obraz zachował we wspomnieniach. Następnie opisuje piękno tamtejszej przyrody oraz przywołuje w pamięci typowy szlachecki dworek, stanowiący kwintesencję polskości. Scharakteryzowawszy w ten sposób miejsce akcji, kończy opisowy wstęp, przechodząc do przedstawienia wydarzeń, składających się na fabułę poematu.
Po latach nauki powraca do dworu młody panicz, Tadeusz. Z radością wita on stare kąty i dobrze znane sprzęty. Kiedy podekscytowany biegnie do swojego dawnego pokoju, zdziwiony przekonuje się, że teraz jest on mieszkaniem jakiejś kobiety, wszędzie bowiem porozrzucane są różne kobiece akcesoria. Nagle spostrzega przez okno, stojącą w ogródku postać młodej dziewczyny w samej rannej bieliźnie, zwróconej do niego tyłem tak, że nie może zobaczyć jej twarzy. Niezwykłe zjawisko, ujrzawszy kogoś w oddali, niespodziewanie przeskakuje przez grządki i wbiega po pokoju oknem, gdzie przekonuje się o obecności intruza. Dziewczę przestraszone ucieka, podczas gdy zmieszany młodzieniec, zasłoniwszy oczy, czym prędzej opuszcza pokój.
Tymczasem na jego powitanie spieszą domownicy. Pierwszy wychodzi ku niemu Wojski, daleki krewny i przyjaciel domu, pod nieobecność Sędziego pełniący obowiązki gospodarza. Uradowany oznajmia Tadeuszowi, że ten nie mógł lepiej trafić z przyjazdem, gdyż właśnie do dworu zjechało mnóstwo gości, w tym wiele panien, co powinno sprzyjać planom jego stryja (Sędziego), chcącego bratanka rychło ożenić. Następnie razem udają się na spotkanie reszty domowników i gości, przyglądających się żniwom pod lasem. Po kolejnych powitaniach wszyscy wspólnie wracają na wieczerzę. Podkreślony jest sposób gospodarowania Sędziego, który sam dogląda obejścia i dba, aby praca w polu kończyła się równo o zachodzie słońca. Po powrocie okazuje się, że woźny Protazy pod nieobecność Wojskiego kazał przenieść stoły do ruin pobliskiego zamku i tam wydać ucztę dla gości. Zamek ten należał niegdyś do rodu Horeszków, którego wszyscy potomkowie wyginęli, zostawiając dziedzictwo na pastwę losu, wierzycieli i sądów, gdyż okazała budowla była zbyt droga w utrzymaniu. Zainteresował się nią jednak bogaty Hrabia, daleki krewny prawowitych właścicieli i postanowił ją odzyskać, budząc tym niepokój Sędziego, który wystąpił na drogę sądową o ustalenie, komu się ona prawnie należy. Mimo sporu, jaki toczy się w sprawie zamku, goście udają się beztrosko na wieczerzę do jego przestronnych komnat.
Posiłek upływa w zgodzie z obyczajem i poszanowaniem tradycji, każdy zna swoje miejsce przy stole i swoje powinności wobec innych. Jedynie Tadeusz jest roztargniony i zajęty myślami o pustym krześle obok niego, przez co zapomina należycie usługiwać siedzącym wokół damom. Staje się to pretekstem do wygłoszenia przez Sędziego wykładu na temat grzeczności i wyższości starego dworskiego wychowania nad posyłaniem młodych na nauki do miasta. Podkomorzy podejmuje temat, mówiąc, że dzisiejsza młodzież i tak nie jest taka zła, w porównaniu z czasami, kiedy do Polski zawitała moda na francuszczyznę. W odejściu od polskości i papugowaniu obcych wzorców upatruje on bowiem przyczyn upadku kraju. Dodaje, że dziś młodzież zwraca się ku Francji, nie w poszukiwaniu obyczajowych nowinek, ale z nadziejami pokładanymi w Napoleonie. Rozmowa schodzi na temat polityki i szykującej się wojny rosyjsko-francuskiej, którą przerywa nagłe wejście spóźnionej biesiadniczki. Pojawienie efektownej damy w bardzo wykwintnym stroju, robi duże wrażenie na gościach, a szczególnie na Tadeuszu, obok którego zajmuje ona miejsce. Młodzieńcowi wydaje się, że rozpoznał w niej widzianą rano dziewczynę. Choć dostrzega pewne różnice w jej wyglądzie, tłumaczy to sobie przelotnością tamtego spotkania, w trakcie którego nie zdążył jej się przyjrzeć. Sąsiadka widząc jego zainteresowanie, rozpoczyna z nim towarzyską rozmowę, oczarowując i zbliżając do siebie młodzieńca. Sama również nie pozostaje obojętna na okazywane przez niego względy. Tymczasem przy drugim końcu stołu wybucha spór między Asesorem i Rejentem, o to czyj chart pochwycił zająca na polowaniu. Biesiadnicy dzielą się na stronników Sokoła i Kusego, wciągając do kłótni coraz więcej gości. Tadeusz nieopatrznie chwali psa Rejenta, czym naraża się Asesorowi, komentującemu zjadliwie, że ciotka młodzieńca, Telimena, której ten asystuje, chociaż jest mieszkanką stolicy, lepiej się zna na myślistwie od niego. Głos zabiera Podkomorzy, proponując urządzenie nazajutrz polowania, które rozstrzygnie, czyj pies jest lepszy. Wojski, który miałby nadzorować łowy, komentuje cierpko, że tak dostojnemu towarzystwu nie przystoją spory o „charci ogon”, ani tym bardziej urządzanie wypraw na zwierza pokroju zająca. Zabawna uwaga przerywa spór, a rozbawieni goście powoli udają do dworu na spoczynek. Tadeusz odprowadza piękną towarzyszkę biesiady, Telimenę, zmartwiony i zaniepokojony uwagą Asesora, z której wynikało, że jest ona jego ciotką. Nie może niestety dowiedzieć się o niej nic więcej, gdyż wszyscy domownicy zajęci są wydawaniem dyspozycji na następny dzień. Po chwili cały dworek już śpi, a narrator wprowadza dygresję o ówczesnej sytuacji na świecie, targanym licznymi wojnami, których stłumione echa docierają na spokojną wieś litewską jedynie za pośrednictwem byłych legionistów, powracających do ojczyzny lub emisariuszy. Jednym z nich jest ponoć ksiądz Robak, bernardyn zaprzyjaźniony z Sędzią, postać tajemnicza, z wyglądu i zachowania bardziej przypominająca żołnierza niż duchownego. Prowadzi on jakieś niewyjaśnione sprawy, przywozi różne nowiny i odbywa ze szlachtą tajne narady nocami, nie dla uszu postronnych. Z jedną z takich właśnie wizyt przybywa teraz do dworu budzić Sędziego, ale co będzie przedmiotem rozmowy, pozostaje dla nas tajemnicą.

Księga II: Zamek {2}
Następnego dnia o świcie towarzystwo udaje się na polowanie. Podąża na nie także spóźniony Hrabia, lecz po drodze urzeka go widok zamku w porannej mgle, przystaje on więc, aby go naszkicować. Spotyka tam klucznika Gerwazego, starego sługę rodu Horeszków. Ten zagaduje Hrabiego o proces i pyta, czy rzeczywiście zamierza on odstąpić dochodzenia swoich praw do zamku. Hrabia potwierdza planowane zawarcie ugody z Soplicami, z czym klucznik nie może się pogodzić. Chcąc przekonać „potomka Horeszków”, aby odstąpił od tego zamiaru, prowadzi go na zamek, gdzie opowiada mu o świetności jego rodu. W jednej z sal opanowuje go wielkie wzruszenie i postanawia wyjawić młodemu panu, dlaczego zgoda między nim, a Soplicami nie może być zawarta. Opowiada historię, jak to za życia ostatniego dziedzica zamku, Stolnika Horeszki, którego Gerwazy był sługą, o rękę pięknej Stolnikówny ubiegał się znany awanturnik Jacek Soplica. Początkowo chętnie podejmowano go jako gościa, lecz kiedy zorientowano się w jego zamiarach, podano mu „czarną polewkę”, odrzucając jego kandydaturę na zięcia. Wkrótce po tym zajściu na zamek napadli nocą Moskale. Mieszkańcy dzielnie się bronili i kiedy wydawało się już, że najazd został odparty, ktoś niespodziewanie strzelił do Stolnika, raniąc go śmiertelnie. Gerwazy utrzymuje, że tym kimś był właśnie Jacek Soplica, gdyż widział go, stojącego ze strzelbą w miejscu, które wskazał umierający Horeszka. Od tego czasu wierny klucznik poprzysiągł zemstę całemu rodowi Sopliców i dlatego nie może pozwolić, aby Hrabia (krewny Horeszków) oddał zamek w ręce Sędziego – rodzonego brata zabójcy Stolnika. Usłyszawszy tę historię Hrabia zapala się romantycznym uniesieniem i postanawia zerwać wszelkie układy z Soplicami. Żałuje tylko, że dalsze losy obydwu rodów nie mogą być bardziej skomplikowane i tragiczne, co świadczy o jego postrzeganiu świata przez pryzmat literatury. Zamyślony odjeżdża, lecz gdy tylko słyszy odgłosy polowania, natychmiast zapomina o świeżo podjętych postanowieniach i pędzi na spotkanie Soplicowemu towarzystwu. Po drodze zatrzymuje go jednak niespodziewany widok młodej dziewczyny w halce i słomkowym kapeluszu, zbierającej warzywa i kwiaty pośród ogrodu. Urzeczony pięknem zjawiska przygląda się jej w milczeniu, aż nagle z zapatrzenia wyrywa go pojawienie księdza Robaka, który przestrzega go przed łaszczeniem się na nie swoje owoce. Po jego odejściu Hrabia spostrzega, że spłoszone dziewczę umknęło przez okno, chowając się wewnątrz domu, z którego też wkrótce zaczął dobiegać wesoły gwar. To goście Sędziego wrócili z polowania na śniadanie.
Towarzystwo nie trzymało się teraz ustalonego porządku, jaki obowiązywał podczas innych posiłków, tylko podzieliło w sposób naturalny na grupy – starsi przy stole rozmawiali o poważnych sprawach, o polityce i gospodarce, kobiety bawiły się kartami, zaś młodzi w drugiej sali dyskutowali o polowaniu. Tadeusz i Telimena natomiast szeptali między sobą w oddaleniu od innych o wzajemnym pokrewieństwie i relacjach „kuzynki” z domem Sopliców. Młodzieniec dowiedział się od niej, że jest ona bardzo daleką krewną rodziny, właściwie bardziej przyjaciółką Sędziego, który przywykł nazywać ją siostrą, ze względu na jej majątek, pozycję i usługi, jakie mu oddała, przez lata mieszkając w stolicy. Tymczasem Rejent wobec nierozstrzygniętego sporu o charty, zaczął narzekać na niewłaściwy moment polowania i niedostatek polskich obyczajów łowieckich w porównaniu z rosyjskimi, regulowanymi carskimi ukazami. Telimena odpowiada na to anegdotą, jak podczas jej pobytu na daczy niedaleko Petersburga, charty mieszkającego nieopodal urzędnika, zagryzły jej pieska, dar od rosyjskiego księcia. Sytuacja ta doprowadziła ją do ataku histerii, z której wybawił ją przybywający akurat z wizytą Wielki Łowczy Dworu. Oskarżył on właściciela chartów o zbyt wczesne rozpoczęcie polowania na łanię (wiosną, gdy obowiązuje okres ochronny), wprawiając w osłupienie urzędnika, który w upolowanej zwierzynie rozpoznawał psa, a nie jelenia. Łowczy posłał po policmajstra, który wnet rozsądził spór na korzyść carskiego specjalisty od polowań i nakłonił urzędnika, aby ten przyznał się do winy. W ten sposób właściciel chartów trafił na cztery tygodnie do aresztu. Sędzia rozbawiony historyjką stwierdził, że woli rodzime prawa od takich rozsądzeń, a towarzystwo znów zajęło się pomniejszymi rozmowami. Tadeusz z Telimeną, pozostawieni sami, oddali się czułemu szeptaniu, które przerwało nagłe wtargniecie Wojskiego, polującego z packą na muchy. Zmieszanie zaskoczonej pary uszło uwagi zebranych, gdyż w drugiej sali rozgorzał z nową siłą spór Asesora z Rejentem, sięgających już do rękoczynów. Ku zaskoczeniu zebranych kłótnię szybko zakończył ksiądz Robak, chwytając obydwu pieniaczy za kołnierze i zderzając ich głowy dla ostudzenia zapału, a następnie odrzucając w przeciwległe kąty izby z napomnieniem „Pokój z wami”. Wojski proponuje natomiast zwaśnionym stronom zakład i powtórzenie polowania. Znudzona przeciągającym się sporem Telimena oznajmia, że idzie na grzyby i zaprasza chętnych do towarzystwa. Sędzia podchwytuje pomysł i ogłasza zawody w grzybobraniu, którego zwycięzca będzie mógł sobie wybrać partnera przy wieczerzy.

Księga III: Umizgi {3}
Wracając do domu, Hrabia ponownie dostrzega w ogrodzie, widzianą uprzednio dziewczynę, która spłoszona szelestem, przenosi się w dalszą jego część. Hrabia postanawia zakraść się bliżej i obserwuje ją z ukrycia. Dziewczę zajmuje się chłopskimi dziećmi i kiedy gość ujawnia swoją obecność, mimo odruchowej chęci ucieczki, nie może ich zostawić samych. Urodziwy pan tymczasem wychwala jej zalety, porównując do nimfy lub innej bogini. Ona nie zrozumiawszy jego górnolotnych wyrażeń, pyta go kim jest i co robi pośród grządek. Wytrącony z podniosłego nastroju Hrabia tłumaczy, że spiesząc na śniadanie do dworu chciał sobie skrócić drogę przez ogród. Dziewczyna wskazuje mu, którędy powinien iść, on jednak zostaje, próbując dowiedzieć się o niej czegoś więcej. Płocha istota nie wdaje się z nim w rozmowy, zabiera dzieci i odchodzi, prosząc go jeszcze, żeby zagonił jej ptactwo między zboże. Rozczarowany Hrabia uświadomiwszy sobie, że piękne zjawisko nie jest żadną boginią ani więzioną księżniczką, tylko prostą pasterką, traci dla niej całą sympatię i rozdrażniony chce wracać do domu. Przypomniawszy sobie jednak, że już zapowiedział, że idzie do dworu na śniadanie, dochodzi do wniosku, że niestosownie byłoby się teraz z tego wycofać. Z gościńca widzi nagle w oddali niespotykany widok, który natychmiast przykuwa jego uwagę. W pobliskim gaju snują się sennie białe postacie w powłóczystych szatach, co i raz kłaniając się lub schylając do ziemi. Zaintrygowany, postanawia natychmiast przekonać się, co to takiego, udaje się więc pospiesznie w tamtym kierunku. Tymczasem to Soplicowe towarzystwo udało się na grzybobranie, przywdziawszy uprzednio stroje do przechadzki, chroniące właściwy ubiór przed zabrudzeniem. Wszyscy zajęci są szukaniem co dorodniejszych okazów, poza znudzoną Telimeną, która udaje się w odludne miejsce zwane przez nią „Świątynią dumania”, aby w ciszy i samotności poczytać francuską książkę. Spostrzegłszy to Tadeusz, chce się do niej zbliżyć, lecz ubiega go stryj, zajmując miejsce obok „siostry” i wdając się z nią w rozmowę na temat swoich planów matrymonialnych względem siostrzeńca. Telimena na wiadomość o zamiarze wydania Tadeusza za Podkomorzankę blednie i odwodzi Sędziego od tego pomysłu, radząc, aby najpierw wysłał młodzieńca do stolicy, gdzie chętnie wprowadzi go ona na salony. Ten zgadza się, że to dobre rozwiązanie, jednak jego realizację uniemożliwia mu wola jego brata, Jacka, przebywającego wciąż za granicą, skąd wydaje on dyspozycje co do wychowania syna. Ostatnią przywiózł z sobą jego przyjaciel, ksiądz Robak, zalecając, aby Tadeusz wziął za żonę wychowanicę Telimeny, Zosię. Na tę wiadomość kobieta się unosi, że nikt nie będzie wyznaczał kandydata dla jej podopiecznej i fakt, że ojciec Tadeusza łożył na utrzymanie dziewczyny, nie daje mu prawa do rozporządzania jej ręką, bo to Telimena jest prawną opiekunką młodej Horeszkówny, a Soplicowie nie powinni zapominać, że mają wobec Horeszków pewne zobowiązania. Na taką odpowiedź Sędzia stwierdza, że będzie musiał napisać do brata, że wola jego nie może być spełniona i w takim razie zacznie się układać z Podkomorzym o rękę jego córki. Telimena wnet zmienia zdanie i zgadza się, żeby młodych ze sobą zapoznać, a jeśli się polubią, to nie wyklucza małżeństwa. Zakazuje jednak stryjowi przymuszać do czegokolwiek bratanka.
Scenie rozmowy przypatruje się Hrabia, szkicując ją dokładnie w notatniku. Po odejściu Sędziego, oczarowany Telimeną, podchodzi do niej i pokazuje swoje szkice. Wywiązuje się między nimi długa rozmowa na temat wyższości zagranicznych pejzaży nad rodzimymi, którą przerywa Tadeusz, stając w obronie piękna ojczystych krajobrazów. Dyskusję przerywa dzwon, wzywający gości i domowników na obiad. Telimena, odwracając uwagę Hrabiego, wręcza Tadeuszowi ukradkiem klucz z liścikiem.
Wszyscy zasiadają do obiadu, który upływa w cichszej niż zwykle atmosferze, towarzystwo bowiem zajęte jest własnymi myślami. Spokój burzy nagłe wtargniecie gajowego, który oznajmia pojawienie się w lesie niedźwiedzia. Sędzia zarządza na następny dzień polowanie pod przewodnictwem Wojskiego.

Księga IV: Dyplomatyka i łowy {4}
Księgę otwiera opisowy wstęp narratora, wychwalającego piękno litewskich lasów i bogactwo zwyczajów łowieckich. W Soplicowie w ferworze przygotowań do polowania zapomniano obudzić Tadeusza, który po nocnej schadzce z Telimeną późno się położył. Budzi go dopiero, padające prosto na jego posłanie słońce, w blasku którego dostrzega piękną dziewczynę. Kiedy gwałtownie zrywa się z łóżka, przestraszone dziewczę znika, by po chwili oznajmić mu zza okiennicy, że zaspał na polowanie. Tadeusz wygląda przez okno, ale na zewnątrz nikogo już nie ma. Zmieszany i zły na siebie pędzi w stronę karczmy Jankiela, spod której miały rozpocząć się łowy. W jej wnętrzu szlachta rozprawia o polityce. Rozmowie przewodzi ksiądz Robak, który częstując zebranych tabaką, której zażywał ponoć sam gen. Dąbrowski, mówi o potrzebie przygotowania się na przyjęcie Napoleona i jego armii. Radzi szlachcie przestać narzekać i biernie oczekiwać wyzwolenia od Francuzów, tylko „przed ucztą oczyścić dom ze śmieci”. Zebrani proszą bernardyna o wyjaśnienia, co konkretnie mają zrobić, lecz ten, ujrzawszy za oknem, galopującego na koniu, posępnego Tadeusza, żegna zgromadzonych i obiecuje dokończyć rozmowę nazajutrz, poczym udaje się w ślad za młodzieńcem. W tym miejscu narrator wprowadza opis nieprzebytego obszaru puszcz, będącego królestwem zwierząt, w którym mogą się one czuć bezpiecznie, gdyż ludzie się tam nie zapuszczają. Z takiego właśnie miejsca, zwanego matecznikiem, wyszedł na skraj puszczy niedźwiedź, będący obiektem polowania. Tadeusz dołączył do myśliwych akurat w momencie, kiedy po zastawieniu obławy w milczeniu oczekiwali oni pojawienia się zwierza. Nagle dało się słyszeć ujadanie psów i strzelcy mimo zakazów Wojskiego ruszyli do lasu. W tyle zostali tylko Hrabia z Tadeuszem i to właśnie na nich wyszedł przestraszony niedźwiedź. Obaj młodzi złożyli się do strzału, ale chybili i rozjuszone zwierzę rzuciło się wprost na nich. Z opresji wybawił ich powrót Asesora z Rejentem i Gerwazym, którzy jednocześnie oddali strzały, powalając bestię. Wojski odegrał koncert na rogu, obwieszczający koniec polowania, a między Asesorem i Rejentem wybuchła kłótnia o to, kto jest autorem sukcesu. Spór rozsądził Gerwazy, wydobywając z trupa zwierzęcia kulę i oznajmiając, że to z jego strzelby padł strzał, nie on jednak go oddał, tylko ksiądz Robak, który zorientowawszy się w niebezpiecznej sytuacji, wyrwał mu broń i wycelował miedzy głowami Tadeusza i Hrabiego prosto w czaszkę niedźwiedzia. Gerwazy chwali odwagę i męstwo skromnego bernardyna, który gdzieś już się oddalił i mówi, że znał tylko jednego strzelca, który mógł się poszczycić równie wielką celnością – łotra Jacka Soplicę. Tymczasem Wojski nakazuje rozpalić ognisko pod ucztę, na której króluje bigos, poczym w drodze powrotnej opowiada anegdotę o Domejce i Dowejce, którzy wiecznie ze sobą myleni, pałali do siebie nienawiścią, aż kiedy razu pewnego wspólnie upolowali niedźwiedzia, chcieli się o niego pojedynkować. Wojski będący sędzią sporu wymyślił wtedy podstęp, który doprowadził ich do zgody – kazał im się strzelać z odległości odpowiadającej rozpiętości niedźwiedziej skóry, a gdy na to przystali, pociął ją na pas długi na szerokość rzeki, uniemożliwiając im wzajemne zranienie. Rozbawieni tą historią wrogowie musieli zaniechać dalszych kłótni, a w końcu nawet się polubili i połączywszy rodziny i majątki zbudowali wspólną karczmę, którą nazwali „Niedźwiadkiem”.

Księga V: Kłótnia {5}
W trakcie polowania Telimena samotnie rozmyśla we dworze o swoich planach matrymonialnych. Rozważa, z którym z kandydatów – Hrabią, czy też Tadeuszem ma większe szanse na zawarcie małżeństwa. Jako kobieta niemłoda, biedna, lecz bardzo przezorna i doświadczona bierze pod uwagę ich stan majątkowy, wiek, pozycję, obycie i potencjalną stałość w uczuciach. Dochodzi do wniosku, że najlepszym wyjściem będzie skłonienie ku sobie, darzącego ją względami Tadeusza, z którym mogłaby jeszcze poużywać świata, podczas gdy majetnemu Hrabiemu podsunie Zosię, dzięki czemu zapewni sobie opiekę w domu młodych. Przywołuje do siebie wychowanicę, która porzuciwszy karmienie ptactwa, wpada do pokoju przez okno. Ciotka strofuje ją, że jako czternastoletnia panna nie jest już dzieckiem i powinna zacząć zachowywać się, jak na młodą damę przystało. Oznajmia jej też, że tego wieczoru zamierza przedstawić ją Soplicowym gościom. Dziewczyna cieszy się, że w końcu pójdzie do ludzi, gdyż przykrzyło jej się już bardzo siedzieć ciągle samej w pokoju lub pośród ptactwa. Po przyszykowaniu toalety Zosi, Telimena ze zgrozą stwierdza, że dziewczyna nabrała bardzo złych manier i wszystko zapomniała z Petersburskiego wychowania. Poucza ją, jak ma się zachowywać, aby zrobić dobre wrażenie, poleca także zwrócić uwagę na młodego Hrabię. Tymczasem towarzystwo powraca z polowania. Telimena wita przybyłych i przedstawia im Zosię. Tadeusz rozpoznaje w niej mieszkankę swojego dawnego pokoju, o której myślał, że jest Telimeną i uświadomiwszy sobie własną pomyłkę, traci rezon. Oszołomiony, smutny i milczący staje z boku, patrząc to na ciotkę, to na jej wychowanicę. Telimena spostrzegłszy, jak silne wrażenie Zosia wywarła na Tadeuszu, chce wybadać swoją pozycję, zaczyna więc z nim rozmowę, młodzieniec jest jednak nieprzyjemny i opryskliwy, poczym, gdy kobieta również czyni mu wyrzuty, rozdrażniony wybiega z sali. Krążąc po lesie dociera do „Świątyni dumania”, w której widzi szlochającą Telimenę. Kobieta w pewnym momencie niespodziewanie podrywa się i zaczyna biegać i rzucać się jak opętana. Tadeusz myśląc, że to atak jakiejś choroby, spieszy jej z pomocą. Okazuje się, że przyczyną jej dziwnego zachowania są mrówki, na których szlaku nieopatrznie usiadła. Tadeusz pomaga jej pozbyć się insektów i tak para się godzi. Nagle słychać jakiś trzask, więc w obawie, aby nie zastano ich razem w odludnym miejscu, pospiesznie wracają na wieczerzę różnymi drogami, przy czym Telimenie zdaje się, że widzi między drzewami księdza Robaka, a Tadeuszowi majaczy w oddali coś na kształt Hrabiego surduta.
Wieczerza, mimo wyraźnych zakazów Sędziego, znów odbywa się na zamczysku. Biesiadnicy są wyjątkowo milczący, każdy ma bowiem jakiś powód do zmartwień. Myśliwi, że nie popisali się na polowaniu, Asesor z Rejentem, że ich psy zawiodły, Telimena, że Hrabia obrażony na nią, kokietuje Zosię. Tadeusz również siedzi posępny, zastanawiając się, jak mógł się tak bardzo względem Telimeny pomylić. Ze zgrozą zauważa, że kobieta urodę zawdzięcza różowi i bielidłu, że ma brzydką cerę, mnóstwo zmarszczek, jej suknia jest zbyt wydekoltowana, a zachowanie nieskromne. Zazdrosny przygląda się Hrabiemu i Zosi, którzy śmieją się i rozmawiają wesoło. Uwrażliwiony na ciszę przy stole Wojski pociesza myśliwych, że nie mają powodów do wstydu, ani zmartwienia i zachęca do gwarnej biesiady, gdyż Polakom nie przystoi tak milczeć podczas wieczerzy. Sędzia wznosi toast za nieobecnego księdza Robaka i proponuje oddać mu w nagrodę mięso niedźwiedzia, jako najbardziej zasłużonemu na polowaniu. Podkomorzy zaś obdarowuje skórą zwierzęcia Hrabiego, co zamiast ucieszyć krewnego Horeszków, wzbudza w nim uczucie goryczy, gdyż uświadamia on sobie, że pełna łowieckich trofeów sala, w której zasiadają, należała niegdyś do jego rodu, a teraz Soplicowie wydają w niej uczty. Rozmowę przerywa niespodziewane pojawienie się Gerwazego, który zaczyna hałasować, nakręcając popsute zegary. Na upomnienie Podkomorzego, aby odłożył na później to zajęcie, klucznik tym mocniej zabiera się do pracy, wyprowadzając tym gości z równowagi. Podkomorzy rozkazuje usunąć go za drzwi, na co Gerwazy apeluje do Hrabiego, aby ostatni z Horeszków wstawił się za sługą prawowitych panów tego zamku i nie plamił swego honoru paktami z Soplicami. Na to woźny sądowy Protazy odpowiada, że zamek prawnie należy się temu, kto w nim ucztuje. Wybucha kłótnia, w wyniku której pada rozkaz pojmania zuchwałego klucznika, Hrabia jednak zabrania krzywdzić swego sługi w swoim domu. Podkomorzy upomina go, że zbyt wcześnie przywłaszczył sobie zamek, on bowiem jeszcze wyroku w sprawie nie wydał, na co Hrabia odpowiada mu pogardliwie, obrażając zebranych. Zarówno Podkomorzy jak i Sędzia chcą wyzwać krnąbrnego Grafa na pojedynek, jednak Tadeusz oponuje, że to zajęcie niegodne ich wieku i urzędu i sam, jako młodszy oferuje się ich zastąpić. Pomiędzy urażonymi gośćmi a Hrabią i Gerwazym wywiązuje się bójka, z której uchodzą oni zasłaniając się ławą. Soplicowe towarzystwo pospiesznie opuszcza zamek, a w górnych salach stary klucznik radzi ostatniemu z Horeszków urządzić zbrojny zajazd na Sopliców przy pomocy zaściankowej szlachty i siłą odebrać, co się mu z dziada, pradziada należy. Naznaczywszy dzień bitwy na jutro, Hrabia udaje się na spoczynek, a Gerwazy zostaje na czuwaniu w ruinach. Wkrótce sam zasypia.

Księga VI: Zaścianek {6}
Wstaje pochmurny i słotny dzień. Na drogach można zaobserwować wzmożony ruch i zbrojnych jeźdźców krążących w tę i z powrotem. W Soplicowie goście są bez humoru, panuje posępny spokój i cisza. Sędzia przygotowuje skargę przeciw Hrabiemu i poleca Protazemu doręczyć ją pozwanemu. Chwilę potem odwiedza go ksiądz Robak i dzieli się swoimi obawami, co do niejasnych intencji Telimeny, wabiącej to Tadeusza, to Hrabiego i gotowej doprowadzić młodych do jakiejś zwady. Sędzia oznajmia, że po wczorajszej wieczerzy wszelkie układy między Soplicami a krewnym Horeszków zostały zerwane, czym ogromnie zasmuca księdza. Bernardyn przekonuje go o konieczności zawarcia zgody miedzy zwaśnionymi rodami, przypominając, że brat Sędziego, Jacek ciężko zgrzeszył przeciw Horeszkom i w ramach zadośćuczynienia, obiecał zwrócić im dobra, odjęte od zamku i przyznane Soplicom po Targowicy. Wziął także pod opiekę małą Zosię (Horeszkową dziedziczkę) i planował, wydając ją za Tadeusza, złączyć zwaśnione od lat rody. Sędzia nie chce o tym słuchać, mówiąc, że nic mu do tego, na co Robak oznajmia, że wszelkie waśnie szczególnie teraz są niewskazane, gdyż Napoleon szykuje wielką armię i idzie do Polski, szlachta więc powinna połączyć swe siły i wzniecić narodowe powstanie, aby pomóc wyzwalać kraj z drugiej strony. Uradowany na te wieści Sędzia, gotowy jest choćby zaraz stawać do walki, aby przysłużyć się ojczyźnie i oczyścić z niesławy dobre imię rodu. Bernardyn wstrzymuje go jednak, mówiąc, że sam naznaczy czas i miejsce wyprawy, tymczasem poleca zażegnać spór z Hrabią i wybiega, mówiąc, że sam to załatwi. Kiedy jednak dociera do zamku, zastaje tam tylko przybyłego z pozwem Protazego i porozrzucaną w nieładzie, niesprawną broń. Obaj udają się do pobliskiego folwarku, dowiedzieć się, dokąd wyruszył cały dwór i tam zostają poinformowani, że zbrojna drużyna pod przewodnictwem Hrabiego pojechała do Dobrzyńskiego zaścianku. W tym miejscu narrator wprowadza opis osady, zamieszkałej przez zubożałą co prawda, ale mężną szlachtę Dobrzyńskich, wprawioną w wielu bitwach. Największym poważaniem cieszy pośród niej sędziwy Maćko nad Maćkami, dzielny i doświadczony żołnierz, znany ze swej mądrości i przenikliwości. Do niego zwracają się po radę przedstawiciele braci szlacheckiej.

Księga VII: Rada {7}
W domu Maćka odbywa się narada, na której głos zabierają kolejno przedstawiciele szlachty Dobrzyńskiej. Pierwszy przemawia Bartek zwany Prusakiem, proponując wzniecenie powstania przeciw Moskwie na wzór powstania wielkopolskiego z 1806 roku, w którym brał udział. Maćko jednak studzi jego zapał, pytając o szczegółowe informacje o spodziewanej wojnie i skąd one pochodzą. Prusak odpowiada, że nowiny przywiózł ksiądz Robak i radzi zaczekać na niego, niezależnie gromadząc i zbrojąc w tajemnicy przed Rosjanami okoliczną szlachtę. Na to oburza się Maciej zwany Kropicielem, przekonując, że nie ma na co czekać, trzeba natychmiast ruszać do walki, w czym popiera go kilku z zebranych. Maćko radzi, aby nie lekceważyć księdza, gdyż jest to człowiek przebiegły i zradza wobec niego oznaki braku zaufania, dyskredytując go jako źródło pewnych informacji. Znów podnoszą się głosy, opowiadające się za wojną, na które Prusak apeluje, prosząc o rozsądek, trzeba bowiem najpierw ustalić jaka to wojna, kiedy i gdzie ma mieć miejsce, gdyż bez tych wiadomości nie sposób wyruszyć. Coraz więcej zgromadzonych opowiada się za powstaniem, proponując dowódcą uczynić Maćka. Z drugiej strony podnoszą się jednak głosy posłów z innych zaścianków, którzy do Dobrzyna przybyli na zaproszenie Gerwazego, aby im także pozwolić wziąć udział w naradzie, bo ksiądz Robak owszem, coś tłumaczył, ale niejasno i oni także chcieliby się czegoś dowiedzieć i wyrazić swoje stanowisko. Rozochocona szlachta dzieli się więc na dwa obozy – Dobrzyńskich, optujących za Maćkiem jako przywódcą wyprawy i reszty, nie zgadzającej się na takie rozwiązanie (sam zainteresowany milczy posępny i coraz bardziej gniewny). Wrzawę przerywa Gerwazy, wyjaśniając zebranym, z jakiego powodu ich zgromadził. Tłumaczy, że skoro szykuje się wojna i Napoleon zmierzy się z carem, tak samo pomniejsi powinni zetrzeć się ze sobą, aby pozbyć się niegodziwców z Rzeczpospolitej. Sprawy wielkich radzi pozostawić wielkim w stolicy i nie zaprzątać sobie głowy konfederacjami, gdyż szlachty rzeczą jest walczyć, nie pisać ustawy. Powołuje się na słowa księdza Robaka, który mówił o konieczności oczyszczenia domu, jakim jest ojczyzna ze śmieci i jako takiego właśnie śmiecia podaje Soplicę – mordercę Stolnika i grabieżcę zamku. Szlachta chórem zgadza się, że trzeba najechać na Sopliców. W obronie Sędziego staje Prusak, wykazując, że nie jest on winny zbrodni brata i że to Hrabia podburza przeciw niemu szlachtę. Ponadto chwali go jako dobrego gospodarza i prawego obywatela, kochającego ojczyznę. Popiera go żyd Jankiel, wskazując na nieroztropność rozpoczynania walki z Soplicą w przededniu wielkiej wojny i przypominając o konsekwencjach za bezprawne najechanie dworu i zagrożeniu represjami ze strony rosyjskich żołnierzy. Następnie radzi odłożyć sprawę do wiosny, a tymczasem udać się z nim do karczmy, gdzie będą świętować narodziny jego potomka. Klucznik jednak przepędza go i zarzuca szlachcie niewdzięczność wobec nieboszczyka Stolnika, od którego ta zaznała wiele dobrego, w przeciwieństwie do Sędziego, który był powodem wielu uraz i drobnych sąsiedzkich zatargów. Przypomina krzywdę Hrabiego w sprawie zamku i tak, grając na emocjach zebranych, udaje mu się podburzyć ich do zajazdu. Na to odzywa się milczący dotąd Maćko, wypominając im głupotę i to, że w sprawach wagi państwowej, gdzie idzie o dobro ojczyzny, nie mogą się dogadać, podczas gdy do wszczynania burd wszyscy są zgodni, poczym wypędza zgromadzenie z domu. W tym samym momencie do Dobrzyna zjeżdża Hrabia ze zbrojną drużyną oraz beczkami wina, miodu i wódki, wywołując powszechny entuzjazm wśród szlachty. W atmosferze ogólnej wrzawy i bijatyk zebrani wyruszają na Sopliców.

Księga VIII: Zajazd {8}
W Soplicowie po wieczerzy towarzystwo zasiadło przed dworem oglądać gwiazdy. Wszyscy przyglądają się komecie, która pojawiła się od zachodu i zmierzała ku północy. Podkomorzy wiąże z jej ukazaniem zapowiedź niezwykłych zdarzeń, wspominając Targowicę, której towarzyszyło podobne zjawisko. Wojski zaś wspomina wypadki z czasów króla Sobieskiego, kiedy droga komety wskazywała nadejście wojsk Tureckich i bitwę pod Wiedniem. Zatroskany stwierdza jednak, że jest zwiastunem zarówno wojen jak i kłótni, co w sytuacji sporu z Hrabią nie wróży Soplicom niczego dobrego. Zaczyna opowiadać anegdotę o Rejtanie i księciu Denassów, lecz przerywa mu umyślny, przekazujący Sędziemu, że ktoś bardzo pilnie chce się z nim widzieć. Odwołany gospodarz żegna się, a za nim wszyscy rozchodzą się w swoje strony na spoczynek. Jeden tylko Tadeusz czeka pod drzwiami stryja aż ten skończy przyjmować gościa, ma bowiem do niego ważną sprawę. Zniecierpliwiony przedłużającą się wizytą, zagląda przez dziurkę od klucza i widzi dziwną scenę. Na podłodze klęczą Sędzia z księdzem Robakiem, płacząc i padając sobie w objęcia. Bernardyn wyznaje, że przyrzekał służyć w skromnym mnisim habicie ojczyźnie, aby zmazać swoje winy, a potem umrzeć anonimowo, lecz okoliczności zmuszają go do wyjawienia prawdziwej tożsamości. Ponieważ w Dobrzynie wybuchły zamieszki i szlachta zbyt wcześnie gotuje się do powstania, musi się tam udać dla ostudzenia zapędów awanturników, lecz wiąże się to dla niego z dużym zagrożeniem, gdyż stary Maćko zna jego nazwisko i kiedy poznają je także inni, może przypłacić to życiem, gdyż Gerwazy będzie chciał pomścić Stolnika. Stąd też, wiedząc, że jego misja agitacyjna wisi na włosku, prosi brata, aby w razie jego śmierci kontynuował jego dzieło, przygotowując grunt pod narodowe powstanie. Tymczasem żegna Sędziego i udaje się pospiesznie do Dobrzyna, wyskakując przez okno. Tadeusz, odczekawszy chwilę, wchodzi do pokoju stryja i oznajmia mu, że tej nocy jeszcze chce wyruszyć do Księstwa Warszawskiego, aby stawić się na pojedynek z Hrabią, który na ziemiach litewskich prawnie nie mógł się odbyć. Sędzia domyśla się innych powodów, będących przyczyną tak nagłej chęci opuszczenia Soplicowa przez bratanka. Tadeusz wyjawia, że rzeczywistym powodem jego wyjazdu jest nieszczęśliwe uczucie do Zosi i plany Sędziego ożenienia go z Podkomorzanką, dla której nie ma serca. Chcąc być posłusznym woli stryja i szczerym wobec przyszłej narzeczonej, musi oddalić się z Spolicowa, aby zapomnieć o Zosi, gdyż nie może poślubić jednej panny, kochając drugą. Sędzia, uradowany wyznaniem, odpowiada mu, że skoro tak sprawy stoją, poprosi Telimenę o rękę jej wychowanicy dla Tadeusza, na co ten odpowiada, że ciotka nigdy się nie zgodzi i obstaje przy chęci wyjazdu. Sędzia widzi, że bratanek nie jest z nim do końca szczery i podejrzewa, że może nawet zbałamucił on Zosię, a teraz chce uciekać, dlatego karci go ostro i oświadcza, że chce, czy nie chce, będzie musiał dziewczynę poślubić, po czym odsyła go na spoczynek. W drodze do pokoju Tadeusz napotyka na Telimenę, która robi mu gorzkie wyrzuty, że ją oszukał, uwiódł i porzucił, a teraz z jej wychowanicy chce uczynić kolejną ofiarę i że nie jest jej godny. Młodzieniec urażony, ale w głębi duszy przekonany o swej winie odchodzi, nie wiedząc co ze sobą począć. Najpierw znajduje pociechę w pojedynku z Hrabią, ale potem dochodzi do wniosku, że jeśli ten szczerze kocha Zosię, a może i ona darzy go uczuciem, to unieszczęśliwi on tylko wiele osób, nie rozwiązując własnych kłopotów. Strapiony ciężką sytuacją, jedyne wyjście widzi w samobójstwie. Udaje się więc nad stawy, w których chce się utopić. Podejrzewając taki obrót spraw Telimena, podąża za nim, chcąc go powstrzymać, w głębi serca nie chowa bowiem do młodzieńca urazy, a jej surowa postawa jest wynikiem kobiecej próżności i zazdrości. Nie udaje jej się jednak go doścignąć. Tadeusza przed popełnieniem tragicznego czynu powstrzymuje natomiast Hrabia, zmierzający właśnie wraz ze swą zbrojną świtą na Sopliców. Schwytawszy panicza, wpada do dworu i oznajmia obudzonemu hałasem Sędziemu, że przyszedł wyrównać krzywdy i upomnieć się o swoje. Zdziwiony gospodarz nie może uwierzyć, że Hrabia z jego urodzeniem waży się na tak zbójecki czyn, jak nocna napaść, ale z drugiej strony dwór już szturmuje szlachta Dobrzyńska pod wodzą Gerwazego. Hrabia nie chcąc rozlewu krwi, kładzie na dom areszt, biorąc Soplicowe towarzystwo na zakładników, podczas gdy rozochocona gromada zaściankowa nie mając z kim się bić, dokonuje odwetu na dworskim inwentarzu, plądrując przy tym piwnice. Gerwazy, nie mogąc dokonać zemsty na Sędzim, próbuje wymusić na Protazym, aby ten przyznał Hrabiemu prawa do zamku, ten jednak podstępem wymyka się obławie i czmycha w pole. Po suto zakrapianej uczcie najeźdźcy zasypiają.

Księga IX: Bitwa {9}
Kiedy zmorzeni alkoholem szlachcice spali, z odsieczą Soplicom przybyli Moskale, wiążąc nieprzytomnych najeźdźców. Przebudziwszy się, odkrywają oni zdradę, na ratunek jest już jednak za późno, przed dworem stoi bowiem batalion żołnierzy i zaprzyjaźniona z Sędzią szlachta, która zawiadomiona o napadzie, ruszyła sąsiadowi na pomoc. Pojmani wichrzyciele zostają zakuci w dyby, tymczasem Sędzia wstawia się za Dobrzyńskimi do kapitana Rykowa i obmyślają z Asesorem, jakby załatwić sprawę bez sądu i mieszania się władz. Udobruchany Moskal apeluje do majora Płuta, zruszczonego Polaka, o wypuszczenie więźniów, gdyż wojsko nie będzie miało z tej awantury żadnej korzyści, a dla szlachty to duży kłopot, na co oficer reaguje oburzeniem, że nie zamierza w takich niespokojnych czasach puszczać buntowników wolno, po czym dodaje do Sędziego po cichu, że gotów to zrobić za odpowiednia opłatą. Kiedy ten chce się targować, podpierając się polskim prawem, wedle którego da się całe zamieszanie wyjaśnić, gdyż nie wnosi on skargi przeciw Hrabiemu, Płut grozi, że według obowiązujących carskich ukazów, za taką sprawę grozi szubienica, więzienie lub zsyłka i że ma dość dowodów przeciw Sędziemu, aby go aresztować za sprzyjanie szpiegom. Zaostrzającą się wymianę zdań przerywa pojawienie się księdza Robaka, który wraz z przebranymi Maćkiem z Dobrzyna, Prusakiem i innymi, którzy nie wzięli udziału w zajeździe, przybywa po kweście. Sędzia jako gospodarz wita przybyłych i prosi do dworu, tymczasem bernardyn żartuje i chwali Płuta za taki udany połów rozbrykanej szlachty. Prosi, żeby podać śniadanie, suto zakrapiane alkoholem. Następnie, kiedy towarzystwo jest już po posiłku, a major w lepszym usposobieniu, bernardyn poleca zacząć tańce, ale żeby stojącym na dworze żołnierzom nie było smutno, proponuje dać im wódki. Płut, słaniając się, komplementuje Telimenę i koniecznie chce z nią tańczyć mazura, ta jednak się wzbrania. W jej obronie występuje Tadeusz, policzkując pijanego majora, na co ten podnosi krzyk, lecz w tym momencie Robak podaje młodzieńcowi rapier gotowy do strzału. Tadeusz chybia, ogłuszając jednak Płuta, któremu na odsiecz rusza Ryków. Powstrzymany przez Wojskiego, woła na pomoc żołnierzy, podczas gdy z drugiej strony wbiega już szlachta pod wodzą Maćka Dobrzyńskiego. Na zewnątrz stronnicy Sędziego rozkuwają z dybów więźniów. Wybucha regularna bitwa z Moskalami, w której górę bierze na przemian to jedna, to druga strona. W walce wręcz przeważa szlachta, wojskowi jednak dysponują bronią palną, przez co szlachcicom trudno jest się do nich zbliżyć. W pewnym momencie dwór jest nawet zagrożony, ale dzięki podstępowi Konewki, urządzającego zasadzkę w pokrzywach, udaje się go ocalić. Z odsieczą od strony zamku podążą Hrabia, ale jego jazda zostaje ostrzelana i gdyby nie ksiądz Robak, który zasłonił ostatniego z Horeszków własnym ciałem, przyjmując na siebie postrzał, ten przypłaciłby swoje męstwo życiem. Ranny bernardyn oddala się, wydając jeszcze ostatnie polecenia walczącej szlachcie. Jego plan realizuje Tadeusz, który osłonięty drewnianą studnią, celnie mierzy do rosyjskich oficerów, odstrzeliwując jednego po drugim i wprawiając tym we wściekłość bezsilnego Rykowa. Kapitan zwraca się do Płuta, że trzeba jakoś unieszkodliwić Tadeusza, gdyż w przeciwnym razie, wystrzela im całe dowództwo. Major zarzuca więc młodzieńcowi tchórzostwo, gdyż mierzy z ukrycia, a nie walczy w otwartym polu. Tadeusz odpowiada, że Płut także chowa się za swoimi żołnierzami i że on jest gotów stanąć do pojedynku za poranną zniewagę. Rykow przekonuje Majora, że powinien wyjść walczyć, lecz ten zasłania się niemożnością zostawienia żołnierzy i wysyła w zastępstwie Kapitana. Kiedy Rykow z Tadeuszem wybierają broń, przerywa im nagle Hrabia, mówiąc, że ma do Kapitana osobistą urazę za to, że ten z żołnierzami napadł i związał go wraz z jego drużyną we śnie. Zajmuje więc miejsce Tadeusza i przystępuje do pojedynku. W tym czasie Płut każe jednemu ze swoich strzelców zabić młodego Soplicę, korzystając z faktu, że uwaga wszystkich zwrócona jest na pojedynek. Ten pudłuje, zestrzelając Tadeuszowi kapelusz, czym rozwściecza szlachtę, rzucającą się z okrzykiem: „Zdrada!” na Rykowa i resztę Moskali. Korzystając z zamieszania, Wojski obmyśla podstęp, jak rozbić oddział wroga, wykorzystując w tym celu starą, drewnianą wieżę (sernicę), którą z pomocą Protazego przewracają na żołnierzy. Większość z nich pada zabitych lub rannych pod ciężarem belek, zostawiając na placu boju tylko kilku, na których rzuca się Gerwazy. Życie ratuje mu ksiądz Robak, który widząc jak mierzą oni z pistoletów do Klucznika, w ostatniej chwili obala go na ziemię. Ten podniósłszy się, wpada osłonięty dymem na żołnierzy i dopełnia krwawego dzieła swoim Scyzorykiem. Broni się jeszcze jako ostatni Rykow, do którego Podkomorzy występuje z apelem o poddanie się, doceniając jego męstwo. Kapitan składa broń i chwali dzielność Polaków, mówiąc, że zawsze będzie im przychylny, a za te wydarzenia odpowiedzialność poniesie przed carem Płut, gdyż to on był głównodowodzącym i to on pozwolił pić żołnierzom na służbie. Ogłoszone jest zawieszenie broni, a wszyscy szukają Majora, który ukryty w pokrzywach, czekał końca bitwy. Tak kończy się „ostatni zajazd na Litwie”.

Księga X: Emigracja. Jacek {10}
Po bitwie nad polem walki rozpętuje się ulewa, odcinając Sopliców od świata. Tymczasem we dworze ważą się losy zbuntowanej szlachty. W izbie obradują ranny ksiądz Robak, Sędzia, Podkomorzy, Gerwazy i Rykow. Sędzia ofiaruje Kapitanowi pieniądze w zamian za nie wnoszenie przeciw szlachcie skargi do sądu, ale ten nie przyjmuje łapówki, mówiąc, że sprawę i tak załatwi, bo szanuje Polaków, darzy ich sympatią i rozumie ich dążenia narodowowyzwoleńcze, a sam pełni rolę ich okupanta, bo taka jest wola cara, której jako wojskowy nie może się sprzeciwić. Obiecuje zeznawać na ich korzyść, że z wojskami przybyli do Soplicowa z wizytą na tańce i ucztę, na której trochę wypili i przez przypadek Major dał rozkaz ognia, z czego wywiązała się bitwa. Radzi też, żeby zamknąć usta Płutowi pieniędzmi, gdyż ten gotów jest szlachcie zaszkodzić. Pyta Gerwazego, czy ten już ułożył się z Majorem, na co Klucznik niechętnie przytakuje, a naciskany daje do zrozumienia, że Płut już więcej nic nie powie. Zebrani rozumieją, że rozprawił się on ostatecznie z więźniem, co ich zasmuca, gdyż to wielka przewina i czyn niegodny, ale bernardyn rozgrzesza go, uzasadniając jego postępek dobrem publicznym. Podkomorzy ogłasza natomiast zgromadzonej szlachcie, że ci, którzy brali największy udział w bitwie, zmuszeni są opuścić Litwę i udać się do Księstwa Warszawskiego, gdzie nie dosięgną ich carskie represje. Prosi ich, aby przyjęli na siebie winę za całe zajście, dzięki czemu ocalą resztę szlacheckiej braci, w zamian oferując im pomoc finansową i wyrażając nadzieję, że wkrótce powrócą oni wraz z legionami wyzwalać ojczyznę. Szlachta zgadza się zaraz wyruszyć, przedtem jednak Sędzia zatrzymuje jeszcze Tadeusza, prosząc księdza Robaka, aby wyraził zgodę na zaręczyny młodzieńca z Zosią, gdyż z wcześniejszych ustaleń wie już, że panna jest mu przychylna, a i Telimena nie będzie stała na przeszkodzie ich związkowi. Tadeusz wzruszony dziękuje stryjowi, ale mówi, że nie zasłużył na rękę panienki i nie śmie wiązać jej słowem, dlatego dopiero kiedy powróci, zyskawszy trochę dobrej sławy, poprosi o jej rękę. Podsłuchująca przez szparę Zosia, przejęta szczerością młodzieńca i jego wyznaniem, obdarza go szkaplerzem i relikwiarzem na drogę, na co on, przyjmując dary, oznajmia jej, że musi ją opuścić i prosi, aby czasem, wspomniawszy go, zmówiła za niego modlitwę. Na tę scenę wchodzą Hrabia z Telimeną. Hrabia zrozumiawszy, że nie ma w Tadeuszu rywala, wyznaje, że się pomylił, był bowiem zazdrosny o Telimenę i proponuje anulować pojedynek. Sędzia proponuje, aby ten nie wyjeżdżał, gdyż z jego majątkiem łatwo wykupi się od konsekwencji zatargu z Moskalami, lecz on oświadcza, że za przykładem Tadeusza uda się służyć ojczyźnie i wsławić w boju. Telimena, przyjmując pozę średniowiecznej damy, przypina mu na pożegnanie wstążkę od swej sukni, aby walczył w jej imię. Sędzia z bernardynem przerywają te czułości, nagląc młodych do odjazdu. Tadeusz żegna się ze stryjem i z księdzem, poczym pospiesznie odchodzi. Sędzia pyta Robaka, czy nawet w takiej chwili nie zechce wyjawić synowi prawdy, na co ksiądz odmawia, chcąc oszczędzić Tadeuszowi przykrości i czyniąc z tego swoja pokutę. Nie zgadza się również na ukrycie przed represjami, prosi jedynie o księdza z ostatnią posługą. Kiedy zostają w izbie sami z Sędzią i Gerwazym, bernardyn ujawnia swoją prawdziwą tożsamość, mówiąc Klucznikowi, że jest Jackiem Soplicą i że zanim ten go osądzi, niech najpierw wysłucha jego spowiedzi. Opowiada historię swojej relacji z Horeszkami, jak to był serdecznie podejmowany przez Stolnika, w którego szczerą przyjaźń i przychylność wierzył, a który gościł go tylko przez wzgląd na jego popularność wśród szlachty, aby dzięki niemu pozyskać na sejmikach jej głosy. Utrzymuje, że Stolnik wiedział o uczuciu Jacka do jego córki Ewy i nie wyprowadzał go z błędu, łudząc nadzieją, że kiedyś odda mu jej rękę. Jacek nigdy o to otwarcie nie prosił, był bowiem zbyt dumny, by błagać kogokolwiek o cokolwiek, poza tym bał się, co powie szlachta, w przypadku gdyby jego oświadczyny zostały odrzucone. Widząc jednak, że Stolnik sam unika tematu, pałał do niego coraz większą urazą, uświadamiając sobie, jak interesowną była jego przyjaźń i że ten nie myśli o nim, jako odpowiednim kandydacie dla swojej córki, tylko pomocniku przy zdobywaniu głosów na sejmikach. Nieraz powstrzymywał się od gniewu przez wzgląd na ukochaną Ewę. W końcu postanowił wyjechać i pożegnać się po raz ostatni, licząc, że może w takiej chwili ojciec zlituje się ostatecznie nad młodymi i zezwoli na ich ślub. Ewa dowiedziawszy się o jego decyzji, wpadła w rozpacz, na co on także zalał się łzami, ale Stolnik pozostał niewzruszony, co więcej poinformował go o chęci wydania córki za kasztelana witebskiego, który właśnie przysłał swatów. Jacek wspomina, jak rozszalały z rozpaczy i bezsilności odjechał z zamku, na co Gerwazy mówi mu, że to wszystko nie umniejsza jego winy względem Stolnika, gdyż jakie by nie były przyczyny, nie godziło się napadać podstępnie na zamek, aby gwałtem wykradać pannę, w dodatku w zmowie z Moskalami. Jacek zaprzecza, jakoby był z kimkolwiek w zmowie i planował porwać Ewę. Wiedział, że ukochana była zbyt delikatna i słaba, aby przeżyć zbroją napaść, pogoń i trudy podróży. Wspomina, jak próbował o niej zapomnieć, jak poślubił pierwszą napotkaną dziewczynę, matkę Tadeusza, która go bardzo kochała, ale wkrótce zmarła ze zgryzoty, patrząc na pijaństwo i hulaszczy tryb życia, jaki prowadził, nie dbając o nią ani o dziecko. Stracił też wtedy całe poważanie u szlachty, dlatego Stolnik więcej go nie zapraszał, nie był mu już bowiem do niczego potrzebny. Z plotek dowiedział się o zaręczynach Ewy z innym, o jej wielkim cierpieniu i początkach choroby, spowodowanej, jak szeptano po cichu, zgryzotą i nieszczęśliwą miłością. Błąkał się pod zamkiem, wiedziony rozpaczą i nienawiścią do Stolnika, że ten unieszczęśliwia własne dziecko i jeszcze beztrosko wyprawia huczne przyjęcia. Wtem zobaczył nadjeżdżających Moskali, których napaść obserwował ze zmiennymi uczuciami, to ciesząc się, że Horeszka poniesie zasłużoną karę, to znów chcąc ratować ukochaną i jej ojca. Kiedy jednak zobaczył, że najeźdźcy przegrali i Stolnik znów tryumfuje, w przypływie furii chwycił za karabin i bezmyślnie wypalił, zabijając go na miejscu. Gerwazy mówi mu na to, że tym jednym strzałem przelał wtedy dużo krwi i sprowadził wiele nieszczęść na obydwa domy, ale ponieważ jest teraz zakonnikiem i w dodatku ocalił dziś w walce zarówno jego, jak i Hrabiego, zaniecha zemsty i więcej nie będzie ich niepokoił, nie chce jednak podać bernardynowi ręki. Jacek prosi go o pozostanie i wysłuchanie do końca jego spowiedzi, gdyż nie dużo czasu już mu pozostało. Rana, choć lekka, odnowiła starszą, źle zagojoną i wdała się gangrena, dlatego bernardyn czuje, że nie dożyje ranka. Kontynuuje swoją opowieść, jak to okrzyknięty zdrajcą i pogardzany przez wszystkich, uciekł z kraju, nie chcąc dać się zrusyfikować, choć Moskale widząc w nim sprzymierzeńca, proponowali mu duże bogactwa, a Targowiczanie zaszczyty. Za granicą wiele przeżył i wycierpiał, zanim Bóg objawił mu drogę poprawy. Postanowił wtedy zaopiekować się małą Zosią, córką Ewy, która została sama, po tym jak jej matka zmarła, wywieziona wraz z mężem na Syberię. Aby zmazać grzech pychy i zdrady, przywdział mnisi habit i w pokorze służył ojczyźnie, bijąc się za granicą oraz pracując jako emisariusz nad spiskiem przygotowującym powstanie, które Gerwazy nieopatrznie przyspieszył, psując mu szyki i dopełniając nieświadomie swojej zemsty. Jacek jednak nie ma do niego żalu, na co Klucznik wyjawia mu, że i Stolnik przebaczył mu przed śmiercią, czyniąc znak krzyża w jego stronę, o czym sługa w gniewie nigdy nikomu nie powiedział. Następuje długa chwila milczenia, wszyscy oczekują nadejścia księdza z ostatnim sakramentem, tymczasem przybywa posłaniec z wiadomością o wybuchu wojny między Napoleonem a Rosją. Uradowany emisariusz czuje, że jego misja się wypełniła i może już odejść, w tym momencie wchodzi pleban, a Jacek w spokoju umiera.

Księga XI: Rok 1812 {11}
Księga rozpoczyna się apostrofą do owego sławnego roku, który był świadkiem wielkich wydarzeń dla kraju i świata (kampania Napoleońska na Moskwę). Spokój Litwy zakłóca wybuch wojny, przez której ziemie maszerują wojska. Część z nich stacjonuje w Soplicowie, w którym Wojski, podczas gdy inni śpią, szykuje niezapomnianą ucztę z okazji potrójnych zaręczyn i na cześć gen. Dąbrowskiego. Następnego dnia obchodzone jest święto Matki Boskiej Kwietnej i okoliczny lud gromadzi się tłumnie wokół kaplicy, aby zobaczyć biorących udział w nabożeństwie sławnych generałów, dowódców wojsk polskich. Po mszy głos zabiera mianowany marszałkiem konfederacji Podkomorzy i obwieszcza, że tak jak ksiądz z ambony ogłosił wolność Korony i Księstwa Litewskiego, przywróconą przez Napoleona, tak on pragnie przekazać pewne wiadomości o znanym wszystkim Jacku Soplicy, o którym mniemano, że zginął w Rzymie, a tymczasem wsławił się licznymi zasługami, jakie oddał ojczyźnie na różnych frontach, jako poseł i dzielny żołnierz. Za swoje bohaterstwo został odznaczony przez Cesarza Legią Honorową, zmazując tym samym dawne winy i zdejmując piętno niesławy ze swego domu i nazwiska. Odznaczenie, jako, że przyszło już po jego śmierci, zostaje zawieszone na jego grobie, a następnie ma być złożone jako wotum w kaplicy. Lud modli się za duszę grzesznika, a Sędzia zaprasza wszystkich na ucztę do dworu. Tymczasem na przyzbie siedzi dwóch staruszków – Gerwazy i Protazy, którzy patrzą na piękną parę, stojącą w sadzie i w zgodzie popijając miód, rozmawiają jak to ich spór o zamek zakończył się połączeniem zwaśnionych rodów. Tymczasem Tadeusz pyta Zosię, czy jest pewna, że chce zostać jego żoną, gdyż przed jego odjazdem nie mieli czasu się poznać, a nie chce, aby wychodziła za niego za mąż tylko z woli jego ciotki i stryja. Zosia jednak potwierdza, że pokochała go w chwili, gdy podczas pożegnania zobaczyła szczerość i łzy żalu w jego oczach, a później cały czas tęskniła i oczekiwała jego powrotu, modląc się za niego. Uspokojony taką odpowiedzią narzeczony, bierze pannę za rękę i prowadzi do jego dawnego pokoju, w którym miało miejsce ich pierwsze spotkanie, a w którym teraz Rejent pomaga w naszykowaniu toalety swojej narzeczonej. Tymczasem w sadzie pojawia się szarak, odwieczni rywale, pod okiem Wojskiego, ponownie mają więc okazję stawić swoje charty w zawody, rozstrzygając ostatecznie spór. Obydwa psy dopadają zająca jednocześnie, pozwalając na pomyślne dla obu stron zakończenie współzawodnictwa. Uradowani Asesor z Rejentem ściskają sobie prawice i wymieniają podarunki, o które kiedyś się założyli. Kuchcik szerzył później pogłoskę, że to Wojski specjalnie wyhodował zająca, będącego łatwą dla chartów zdobyczą, chcąc podstępem zgodzić zapalonych myśliwych, ale nikt nie dawał temu wiary. Tymczasem do sali wchodzą Tadeusz z Zosią, witając zgromadzonych. Wszyscy zachwycają się urodą dziewczyny, której wyjątkowo pasuje prosty strój litewski. Jeden z gości, pułkownik, zaczyna ją rysować i Sędzia rozpoznaje w nim Hrabiego, o którym dowiadujemy się, że z własnego majątku wystawił cały pułk jazdy i wsławił się już w pierwszej bitwie. Następnie do sali wchodzi druga para – Asesor z Teklą Hreczeszanką, a ostatniej darmo wszyscy oczekują, gdyż trzeci narzeczony – Rejent, w trakcie szczucia zająca zgubił swój pierścionek, a jego wybranka jeszcze nie skończyła toalety.

Księga XII: Kochajmy się {12}
Podczas uczty Wojski pełni honory marszałka dworu i wskazuje wszystkim, gdzie mają siadać. Tymczasem Sędzia wychodzi na dziedziniec i zasiada do stołu razem z chłopami i plebanem, a Tadeusz z Zosią, jako nowi dziedzice im usługują zgodnie ze staropolskim obyczajem. W sali natomiast powszechny zachwyt budzi wspaniały serwis, ozdobiony pięknie scenami z historii sejmiku, które objaśnia gościom Wojski. Ukazana na nich szlachta dzieli się na stronnictwa, z których jedne próbują zyskać poparcie argumentami merytorycznymi, inne siłą, a niezdecydowani zawierzają wróżbom, na kogo oddać swój głos. Jeden z namalowanych posłów krzyczy „Veto”, wprowadzając zamieszanie wśród szlachty, chcącej go ukarać za zrywanie ustaleń, ale w następnej scenie już uspokaja wszystkich wejście księdza z sakramentem, przywodząc wszystkich do zgody. Podkomorzy prosi Wojskiego o podanie potraw, gdyż wszyscy są głodni, na co ten zarządza wniesienie specjałów, nad którymi pracował całą noc. Tu następuje wyliczenie przeróżnych dań i smakołyków kuchni staropolskiej. Tymczasem serwis w miarę apetytu gości przeobraża się z zimowego od cukrowej piany, przez wiosenny od zieleniących się zbóż i letni od owoców aż po jesienny od kory cynamonu. Generał Dąbrowski, zachwycony takimi cudownymi właściwościami serwisu, pyta Wojskiego, czy to czary, czy tak się dotąd z dawna jada na Litwie, bo od lat nie był w kraju i takich wspaniałości nie widział. Ten odpowiada ze smutkiem, że niestety zwyczaj ten odchodzi już w niepamięć, gdyż wypiera go nowa moda i ofiarowuje Dąbrowskiemu staropolską księgę kucharską, z której nauczył się wydawać tak królewskie uczty. Tymczasem za drzwiami wszczynają się jakieś radosne okrzyki i Sędzia wprowadza na salę Maćka Dobrzyńskiego, sadzając go pomiędzy dowódcami i wysokimi dygnitarzami. Ten na wymówki gospodarza, że późno przybył, odwraca talerz do góry dnem, mówiąc, że nie przyszedł ucztować, tylko popatrzeć na narodową armię, na co gen. Dąbrowski wspomina jego dobrą sławę, o której słyszał z czasów kościuszkowskich. Mówi też, że chciałby poznać też tych sławnych Litwinów, co ostatnio pobili Moskali, ale Sędzia informuje go, że w obawie przed represjami musieli oni udać się do Księstwa Warszawskiego i tam zapewne wstąpili do legionów. Dowódcy potwierdzają, że mają w różnych oddziałach walecznych Litwinów, w których rozpoznajemy Brzytwę, Konewkę, Kropidło i innych Dobrzyńskich. Generał chce jeszcze zobaczyć ów sławny Scyzoryk, o którym tyle słyszał od Wojskiego, na co z ciżby przeciska się Gerwazy i zachwalając swój rapier, podaje go dowódcom, lecz większość z nich ma problem z utrzymaniem go w ręku, nie mówiąc o wykonaniu nim pchnięcia. Jeden tylko gen. Kniaziewicz sprawnie operuje rapierem, wprawiając tym w zachwyt Gerwazego i uszczęśliwiając staruszka, że po jego śmierci broń nie zardzewieje, gdyż znalazł godnego siebie następcę. Generał Dąbrowski pyta natomiast Maćka, czemu ten nie cieszy się z przybycia armii napoleońskiej, myślał bowiem, że taki sławny żołnierz kościuszkowski pierwszy będzie chciał się do nich przyłączyć, a on siedzi chmurny na uczcie i nawet z nimi nie wypije, ten jednak odpowiada, że obserwuje co się dzieje i nie jest przekonany co do rozwiązania, w którym Polska jest wyzwalana przez obce wojska i obcych bohaterów. Wyraża też pewne obawy co do pomyślności wyprawy Napoleona na Moskwę. Tę gorzką wypowiedź zaciera wejście trzeciej narzeczeńskiej pary – Telimeny i Rejenta, który przebrany z francuska wzbudza ogólną wesołość wśród gości, wywołując jednocześnie zgorszenie u Maćka, który oburzony na nowy modny wygląd przyjaciela, wychodzi z sali i pospiesznie wraca do swojego zaścianka. Na widok Telimeny wstaje z kolei Hrabia, wypominając jej zmienność, gdyż to jemu ofiarowała ona przed odjazdem wstęgę, a teraz na jego oczach wychodzi za innego. Chce wyzwać Rejenta na pojedynek, Telimena jednak odprowadza go na stronę i oświadcza, że jeszcze nie jest niczyją żoną i jeśli jest gotów poślubić ją tu i teraz, to zaniecha aktualnego narzeczonego. Hrabia zgorszony jej praktycznym podejściem do miłości, odartej z wcześniejszych poetyckich uniesień, oświadcza, że nie będzie stawał na przeszkodzie jej szczęściu i za nowy obiekt swych westchnień, na złość Telimenie, obiera Podkomorzankę. Goście po skończonym deserze wychodzą przed dwór dla ochłody, gdzie już szykują się tańce. Tymczasem Tadeusz na uboczu pyta Zosię, czy jako jego przyszła żona i pani na włościach nie zechciałaby z nim podjąć wspólnej decyzji o uwłaszczeniu chłopów, co będzie wiązać się ze znacznym pomniejszeniem ich dochodu, ale za to będą mieć spokojne sumienie, że ich poddanym nie dzieje się krzywda, będą bowiem mogli, jako wolni sami o sobie decydować. Zosia zgadza się z radością, mówiąc, że przywykła do skromnego życia na wsi i że gospodarowanie na dworze u boku męża będzie dla niej największym szczęściem. Gerwazy zdziwiony nowym obyczajem początkowo patrzy na ich pomysł niechętnie, ale później widząc, że taka jest wola Zosi, radzi chłopów uszlachcić, aby ochronić ich od rosyjskich podatków, a co do zubożenia młodych obiecuje, że to im nie grozi, przechowywał bowiem przez lata ukryty w zamku skarb Stolnika, który prawnie należy się teraz dziedziczce. Młodzi ogłaszają swoją decyzję poddanym, wzbudzając tym powszechną radość i entuzjazm. Pary ustawiają się do poloneza, którego rozpoczęcie poprzedza koncert Jankiela, wygrywającego mistrzowsko na cymbałach najpierw Poloneza Trzeciego Maja, zmąconego fałszywą nutą, w której Gerwazy rozpoznaje Targowicę, a zakończonego Mazurkiem Dąbrowskiego, po którym Podkomorzy ogłasza, że „poloneza czas zacząć”. Sam prowadzi barwny korowód w pierwszej parze wraz z Zosią, która kończy taniec dopiero, kiedy podczas zmiany partnerów spotyka się z Tadeuszem. Na gości, biesiadujących w radosnej atmosferze, przerywanej co i raz toastami za zdrowie Napoleona, dowódców, narzeczonych i wszystkich zebranych, zapada ciepły spokojny wieczór, a narrator podkreśla, że sam był naocznym świadkiem tych wydarzeń, które też wiernie w księgach opisał.

Epilog {13}
Jest to wiersz, dodany przez Mickiewicza już po zakończeniu pisania Pana Tadeusza, w którym podmiot liryczny toczy refleksję na temat dopiero co skończonego utworu z perspektywy emigranta, wiodącego tułaczy żywot w Paryżu. Narzeka na kłótnie różnych stronnictw, powodujące wewnętrzny rozłam emigracji, a także wyrzuca sobie i rodakom zbyt wczesne zakończenie powstania i opuszczenie kraju. Teraz wygnańcy są zdani na łaskę obcych rządów, które traktują ich jak więźniów, podczas gdy zaborcy mamią ich obietnicami amnestii, zachęcając do powrotu. Wspomina, że pierwotnym jego zamiarem było stworzenie sielanki ku pocieszeniu strapionych towarzyszy na obczyźnie, którzy czytając jego utwór, mogliby znaleźć chwilę wytchnienia i przenieść się pamięcią w czasy, kiedy ojczyzna była jeszcze szczęśliwa, gdyż myśleć o niedawnych klęskach, jakie na nią spadły, było nie sposób. Następnie mówi, że dziś dla emigrantów jest już tylko jeden kraj, w którym Polacy mogą znaleźć odrobinę szczęścia:
Kraj lat dziecinnych! On zawsze zostanie
Święty i czysty jak pierwsze kochanie [Ep.w. 68-69]
Podmiot podkreśla dalej rolę przyjaciół, którzy pomagali mu przy tworzeniu utworu, dodając każdy coś od siebie. Wyraża także nadzieję, że kiedyś „te księgi zbłądzą pod strzechy”, gdyż sława pośród prostego ludu jest więcej warta niż wszystkie laury, zapewnia bowiem pamięć i przetrwanie w pieśni gminnej.

KOMENTARZE

Avatar None
13 Kwiecień 2012 o 3:34 rano
#1

gucci men wallet replica http://replicashop.org/ - kitcar replica ferrari 458 body

Nick:
E-mail:
Komentarz:
.