Świętoszek - Molier


Streszczenie

Scena 1 aktu pierwszego stanowi wspaniała ekspozycję, w której matka Oragona, pani Pernelle, charakteryzuje całą rodzinę i jej stosunek do Tartuffe’a. Scena jest wartka, oryginalna, autor ukazuje od razu wszystkich bohaterów, którzy mimo nieżyczliwych etykietek rozdawanych przez żwawą staruszkę, odnoszą się do niej z należnym szacunkiem. Zirytowana starsza pani oburzona tym, że: każdy wazy lekce głos sędziwej matki kończy scenę, dając dowody swych chrześcijańskich cnót w postaci wyzwisk i policzka wymierzonego służącej, dopełniając w ten sposób znakomity portret dewotki.
W kolejnych scenach wyjaśniona zostaje sytuacja domu Orgona, całkowicie opanowanego przez Tartuffe’a. Sam Orgon mówi o nim:
Kto z nim żyje, błogiego zażywa spokoju;
Na cały świat spogląda jak na kupkę gnoju;
Przy nim cała się moja odradza istota;
On wyzwala moją duszę z doczesnego błota;
Dzięki niemu z przywiązań ziemskich oczyszczony;
Mógłbym na zgon dziś patrzeć matki, dzieci, żony,
I nie uczułbym w sercu, ot, nawet ukłucia.
Wszyscy o nim mówią, zaciekawiając widza tą postacią. Jedni, jak pani Pernelle i jej syn, są nim zachwyceni, inni dostrzegają w jego postępowaniu obłudę i hipokryzję. Szczególnie Doryna mówi o Tartuffe: Przed panią on świętego udaje niby to; a jest mogłabym przysiąc , czysty hipokrytą. W kolejnej scenie pokojówka opowiada, jaki wielki wpływ ma osoba Świętoszka na Orgona:
Był to wprzód człowiek z duszą roztropną i godną.
Teraz, odkąd Tartuffe’em swym przejął się cały,
Od tego czasu chodzi niby ogłupiały;
Nazywa go swym bratem,
miłuje go bardziej niż własna matkę,
przy nim żoną, dziećmi gardzi.
To dziś tajemnic jego powiernik jedyny.
Jego zdaniem kieruje się każdej godziny.
Tamten to szczwana sztuka,
więc mu nie jest trudno sidła
swoją ofiarę świętością obłudną;
i raz w tak niezawodną trafiwszy słabiznę,
za swe szczytne maksymy ciągnąc gadzinę.
Świętoszek stał się powiernikiem pana domu i wyrocznią, od której zdania wszystko zależy. Gani on wszelkie przejawy nawet pozornej próżności, wywołując każdym swym słowem i każdym czynem zachwyt Orgona, sam zaś wykorzystuje sytuację, aby od swego gospodarza ciągnąć gotowiznę.
Molier nie zdaje sobie zbytniego trudu, konstruując intrygę. Jest ona związana ze sprawą małżeństwa córki Orgona, Marianny, której rękę ojciec obiecał Waleremu, a następnie złamał przyrzeczenie i oświadczył, iż Marianna wyjdzie za mąż za Tartuffe’a. Zabiegi rodziny zmierzają do udaremnienia tego pomysłu i zdemaskowania Tartuffe’a. Nie intryga jednak jest w utworze najważniejsza. Akcja komediowa oparta jest na zdarzeniu zazębiających się postaw szalbierza, hipokryty Tartuffe’a i zaślepionego, naiwnego Orgona, których portrety dopełniają się znakomicie.
Orgon zjawia się w scenie piątej. Niezwykle teatralnie zaprezentowany zostaje w scenie, gdy Doryna zdaje mu sprawę, z tego co działo się w domu podczas jego kilkudniowej nieobecności. Orgon przerywa jej czterokrotnie powtarzanym pytaniem: A Tartuffe?, a odpowiedź kwituje stwierdzeniem: Biedaczek. Scena jest ilustracją charakteru Oragona, wyraźnie widać jak bardzo różni się jego stosunek do Tartuffe'a i do rodziny. Następne sceny dopełniają obrazu Oragona zaślepionego i zafascynowanego świętością Tartuffe'a, sam gospodarz opowiada jak go poznał i jak wiele on znaczy w jego życiu. Mówi o Tartuffe:
A przy tym sam dla siebie, ach, jakiż surowy!
W lada drobnostce grzechu jest dojrzeć gotowy.
Za rzecz najbłahszą żąda pokuty i kary;
Wszakci sam się obwinił, skruszony bez miary,
że kiedyś w uniesieniu grzesznym,
Bóg mi świadkiem, pchłę zabił,
przy pacierzu schwycona przypadkiem.
Kolejny, II akt, niewiele wnosi do przebiegu zdarzeń. Orgon oznajmia córce o zamiarze wydania jej za mąż za Tartuffe'a, co spotyka się ze sprzeciwem dziewczyny, która zakochana jest w Walerym. W następnych scenach Orgon jawi się jako bezwzględny a zarazem komediowy ojciec. Miejsce zwartej akcji zajmują gierki sceniczne, figle, przekomarzania między panem a służącą dowcipną Doryną, potem panią i służącą – Marianna i Doryną, aż wreszcie pomiędzy zakochanymi Walerym a Marianną.
Wreszcie w drugiej scenie III aktu pojawia się długo oczekiwany bohater. Jego pojawienie się poprzedzają pogróżki Demisa, brata Marianny, że porachuje Tartuffe'owi kości. Molier zaplanował swemu bohaterowi wspaniałe wejście. Czterowiersz wygłoszony za sceną charakteryzuje go jako komedianta i obłudnika. Tartuffe zwraca się do swojego sługi Wawrzyńca:
Wawrzyńcze, skończ pacierze, potem pod obrazem,
złóż moją dyscyplinę z własienicą razem!;
Odwiedzającym powiedź, że chęci ich próżne,
bo idę między więźniów rozdzielać jałmużnę.
Następna krótka scena z Doryna uzupełnia tę charakterystykę komediowym gestem z chusteczką, która Dorynia , na polecenie Tartuffe'a , ma zakryć głęboki dekolt:
Pierś przysłonić, co sterczy nieskromnie.
Duszy spokój widokiem takim zmęcić można;
I w ten sposób najłacniej myśl przychodzi zdrożna.
W scenie trzeciej Molier bez zbytnich wstępów przechodzi do zdemaskowania Tartuffe'a, zalecającego się bez żenady do Elmiry, żony Orgona. Jest to znakomity zabieg autora, który buduje portret bohatera, kontrastując maskę skromności, przybrana prze Tartuffe'a, z jego zmysłową naturą, ujawniając się raz po raz. Tym większe okazuje się zaślepienie Orgona. Pena przesada i pogrubienie rysów postaci daje sceniczny efekt – Tartuffe jest bezczelny, Elmira uczciwa, ale zrównoważona, doskonale panuje nad sytuacją, prowokuje Tartuffe'a, by skłonić do drażliwych wyznań i uzyskać nad nim przewagę. Nie udaje się jej jednak osiągnąć celu – czyli rezygnacji Tartuffe'a z małżeństwa z Marianną, ponieważ scenę przerywa porywczy Demis, który z ukrycia był jej świadkiem. Przywołuje ojca, opowiada, co słyszał i widział. Tartuffe okazuje się jednak przebiegłym i wytrawnym graczem – obraca oskarżenie na swoją korzyść, prezentując je jako zmowę i spisek przeciw sobie i doprowadza do tego, że Orgon przestaje wierzyć synowi, wyrzuca z domu i obiecuje cały majątek przepisać na Tartuffe'a. Orgon mówi do syna Demisa:
Prędzej! Ruszaj stąd mospanie;
wydziedziczam cie łotrze, za twe bezeceństwo.
A na przydatek daje ojcowskie przekleństwo.
Powagę tej sceny łagodzi Molier farsowym trickiem, polegającym na tym, iż dwaj mężczyźni, Orgon i Tartuffe, klęczą przed sobą i proszą się nawzajem o przebaczenie.
W akcie IV rodzina wzmaga wysiłki, by otworzyć Orgonowi oczy i przerwać wszechwładze Tartuffe'a. Nie pomagają perswazje Kleanta, brata Elmiry, ani błagania Marianny, na kolanach prosząc o litość. Elmirze udaje się wreszcie skłonić Orgona by ukryty pod stołem był świadkiem jej rozmowy z Tartuffe'em. Elmira naraża się na dwuznaczne zaloty Świętoszka, by przekonać męża o jego intencjach. Scena ta jest doskonale skonstruowana i stanowi punkt kulminacyjny komedii. Tartuffe odsłania swoje prawdziwe oblicze, obnaża swoją naturę i nie kryje swojego stosunku do Orgona, tak mówi o swym rzekomym przyjacielu:
Skądże ta troska w pani dziś się mogła zrodzić;
wszak to człowiek stworzony, by go za nos wodzić.
Elmira świetnie gra swoją rolę, tym bardziej, że liczy na męża, który w każdej chwili może przerwać tę przykrą dla niej scenę. To, że gra w końcu staje się niebezpieczna, jest winny Orgon, który jest tak zaślepiony, że nie przerywa jej wcześniej. Powaga i drastyczność tej sceny łagodzi komizm sytuacji – mąż siedzący pod stołem. Wreszcie dotarło do Orgona, kogo przyjął pod swój dach, i oburzony pragnie wyrzucić Tartuffe'a za drzwi. Orgon mówi:
Powoli! Coś tak nagły w swej chętce miłosnej?;
spiesząc zbytnio, w osobie możesz łatwo zabłądzić,
A ty, sługo boży, chciałeś mnie urządzić!
Tak mało na pokusy jesteś uzbrojony;
Iż żenisz się z mą córką, a pożądasz żony.
Długom wątpił o prawdzie ohydnej takowej.
Wtedy maska spada, pobożniś okazuje się bezwzględnym łupieżcą, który przypomina Orgonowi, ze dom już nie należy do niego. Tartuffe stawia sprawę jasno:
Zuchwalstwem do mnie gadasz, jakbyś tu był panem;
dom jest moja własnością i szukasz daremnie
tych nikczemnych zabiegów by zadrwić ze mnie.
W akcie V Molier ukazuje tragiczną klęskę Orgona, który stracił wszystko i na dodatek obawia się aresztowania, gdyż powierzył Tartuffe'owi dokumenty obciążające go przed królem. Dokumenty pozostawił u niego przyjaciel uchodzący po zamieszkach domowych za granicę. Rodzina nie potępia Orgona, staje przy nim, wspiera go, ale ani Kleant, ani Demis nie widzą wyjścia z tej trudnej sytuacji. Jednak pani Pernella nie może uwierzyć w podłość Tartuffe'a. Jej zjawienie się, zacietrzewienie, upór, rozjaśniają trochę ponurą atmosferę. Jednak przybycie pana Zgody – kolejnego obłudnika, wysłannika Tartuffe'a rozwiewa wszelkie nadzieje na pomyślne rozwiązanie problemów – oświadcza on, że daje rodzinie czas do rana na opuszczenie domu. Potwierdzenie najgorszych obaw w postaci wieści o możliwym aresztowaniu Orgona przynosi Walery, który pomimo zerwania zaręczyn z Marianną, przybywa by wspomóc Orgona w biedzie, ofiarując pieniądze i powóz, umożliwiające mu ucieczkę. Udaremnia ją nadejście Tartuffe'a z oficerem gwardii. Kiedy wydaje się, że tragedia się dopełni, następuje niespodziewane szczęśliwe zakończenie – oficer aresztuje Tartuffe'a, wyjaśniając ten zwrot akcji łaskawością księcia, doceniający przeszłe zasługi Orgona i wybaczającego mu obecne błędy. Mądry władca umiał przejrzeć szalbierstwa obłudnika, który już wcześniej popełnił kilka przestępstw. Oficer gwardii mówi : Monarcha, przejrzał te duszę bez sromu;
Poznał niewdzięczność względem twego domu.
Nieraz zarzucono Molierowi brak prawdopodobieństwa w zakończeniach jego sztuk. T. Boy-Żeleński tak o tym pisze: Molier nie chce nas zasmucać; smutek zrodzony gorzką wiedzą życia, chowa dla siebie; jeżeli odkryje go czasem, to mimo woli. Dalego pokazuje nam rąbek rzeczy tak, jak się dzieją, odsłania w paru genialnych błyskach najdalsze perspektywy utajonych w nas możliwości, po czym zapuszcza zasłonę mówiąc: Nie smućcie się- bajeczka kończy się dobrze.

Nick:
E-mail:
Komentarz:
.