Akt I
Szewcy przy pracy rozmawiają o swym ciężkim losie. Narzekają na swój byt zwracając uwagę na dobrobyt w jakim żyje burżuazja. Majster chciałby ich dziwki deflorować, dewergondować, nimi się delektować, jus prima noctis nad nimi sprawować, w ich pierzynach spać, ichnie żarcie żreć aż do twardego rzygu…Współpracownicy pragną rewolucji, zemsty i zmiany warunków życia. Pojawia się prokurator Scurvy, który przekonuje pracujących, o tym, że podział na urzędników i pracowników fizycznych będzie istniał zawsze i w tej materii zmiany są niemożliwe. Na wspomnienie jednego z czeladników o pożądaniu Scurvy’ego do księżnej, ten odpowiada milcz, sflądrysynie, milcz, skurczyflaku.
Po chwili w warsztacie pojawia się arystokratka, która w okrutny sposób traktuje swego adoratora, co nie pozostaje niezauważone przez szewców. Słowa księżnej budzą w czeladnikach drwinę: Chciałabym, aby pan patrzył na to, kiedy ja – wie pan? – ten tego – tylko nie powiem z kim - …Niepewność pańska jest dla mnie rezerwuarem najwyuzdańszej, płciowej, samiczkowatej, bebechowato-owadziej rozkoszy – chciałbym jak samice modliszki, które ku końcowi zjadają od głowy swoich partnerów, którzy mimo to nie przestają tego – wie pan, hehe!.
Szewcy dyskutują na filozoficzno- egzystencjalne tematy, coraz bardziej przekonując się o słuszności wybuchu zbrojnego buntu. Na ich czele chce stanąć Scurvy, jednak majster utwierdza wszystkich w przekonaniu, iż nie potrzebna im inteligencja. Prokurator nie zgadza się z przemocą, której chcą użyć czeladnicy by zdobyć władzę. Mówi o pokojowym przejęciu władzy, co księżna komentuje słowami: Nudno, panie Robercie. To, co pan mówi, to są frazesy społecznego impotenta bez istotnych przekonań.
W konsekwencji przemowy kobiety, szewcy chcą ja zabić. Pojawienie się prokuratora z Dziarskimi Chłopcami udaremnia próbę morderstwa. Scurvy mianuje się ministrem sprawiedliwości.
Akt II
Szewcy zostają wtrąceni do więzienia i pozbawieni możliwości pracy. Domagają się pracy twierdząc, że nudzą się na wątpiach od tego przymusowego lenistwa. Cierpi także prokurator, który traci swa tożsamość, zagubiony w ferworze władzy nie wie kim jest: Kim jestem? Boże! Com ja z siebie uczynił! Liberalizm to guano – to najgorsze z kłamstw. Boże, Boże! – jestem cały z gumy, którą na coś niewiadomego naciągają. Kiedyż pęknę wreszcie? Tak żyć nie można, nie wolno, a żyję się jednak – to straszne. Prokurator nie godzi się na wypuszczenie szewców, co spotyka się z ostrą krytyką Sajetana, który oskarża go o marazm i bierność; mimo, że jest u władzy, nie potrafi nic zmienić. Do więzienia wchodzi księżna, której prokurator nakazuje Szyc buty. Kobieta prowokuje Scurvy’ego, twierdząc, iż odda się Sajetanowi na jego oczach, jak tylko zostanie uwięziony. Zrozpaczony prokurator daje upust swemu pożądaniu: Zmartwiałem wprost z piekielnej żądzy połączonej z ohydnym niesmakiem. Jestem faktycznie jak pełna szklanka: boję się ruszyć, aby się nie wylała. Oczy mi na łeb wyłażą. Wszystko mi puchnie jak sałata, a mózg mój jest jak wata umoczona w ropie zaświatowych ran. O pokuso niedosiężna w swej dzikości bez dna!(…). Wychodź z więzienia małpo metafizyczna! Co będzie, to będzie: użyję raz, choćbym z żalu potem skonać miał (…). Księżna oddaje się prokuratorowi.
Szewcy dostają nagłego olśnienia i rzucają się w Ir pracy zapominając o całym świecie. Pozostałe potrzeby i pragnienia giną w obliczu absolutu jakim jest praca. Do więzienia wkraczają Dziarscy Chłopcy, którzy zostają pokonani przez czeladników.
Akt III
Majster stoi na środku warsztatu szewskiego w szlafroku, obok niego pozostali buntownicy w kolorowych piżamach. Na scenie obecny jest także Scurvy, który ubrany w psią skórę, zwinięty w kłębek, leży przywiązany łańcuchem do pnia. Kajetan pragnie dla prokuratora śmierci z pożądania, zabrania wcześniej zgładzić mężczyznę. Majster zastanawia się na rewolucją, dochodząc do wniosku, że zatracone zostały idee, które przyświecały działaniom szewców. A może rządzą nami siły, których istoty nie znamy? I jesteśmy w ich rękach tylko marionetkami. Czeladnicy nie rozumiejąc wywodów swego przywódcy, postanawiają go zabić. Na scenie pojawiają się Kmiotki z kukłą Chochoła. Czeladnicy uważają ich za wiejskich chamów, krnąbrnych i konserwatywnych kmiotków narodowych. Mimo działań podjętych przez chłopów Sajetan zostaje zabity siekierą. Na scenie pojawia się wcześniej zapowiedziana przez lokaja postać Hiper- Robociarza, który szybko obejmuje władzę. Majster twierdzi, że nie musi bać się już niczego i że jedna jest dobra rzecz na świecie, to indywidualne istnienie w dostatecznych warunkach materialnych. Nowy dowódca wygłasza mowę na temat znaczenia nazwiska Scurvy’ego: Nie, Scurvy- co oznacza szkorbut- twoje nazwisko jest symboliczne. Byłeś szkorbutem chorej na przemianę ducha- w analogii do przemiany materii- ludzkości (…). Na scenie panuje nieporządek i tumult, bohaterowie mówią jednocześnie wśród postępującego chaosu. Sajetan wygłasza filozoficzne mowy, Scurvy narzeka, ż nie może uszyć butów, księżna żąda adoracji: ukorzcie się przed symbolem wszechmatry. Chochoł zrzuca słomę i okazuje się, że to Bubek we fraku, który pragnie zatańczyć z księżną. Na kobietę spada druciana klatka, prokurator umiera skomląc, co powoduje zwiększenie pożądania u księżny. Na scenę wchodzą Towarzysze Abramowski i X, dyskutując o nowym porządku. Księżna w klatce z czerwoną narzutą trafia do gabinetu Abramowicza służąc rozrywce. Ostatnie słowa należą do straszliwego Głosu:
Trzeba mieć duży takt,
By skończyć trzeci akt,
To nie złudzenie- to fakt.