Trans-Atlantyk - Witold Gombrowicz


Streszczenie

Powieść zaczyna się od przycumowania 21 sierpnia 1939 roku statku „Chrobry” w porcie Buenos Aires. Wśród współtowarzyszy podróży pisarza znajdowały się realne postacie: Czesław Straszewicz, senator Rembieliński i minister Mazurkiewicz. Do podróżnych dotarła wiadomość o wybuchu wojny w Europie. Autor postanowił pozostać na obczyźnie i pożegnał odpływającego „Chrobrego” inwokacją skierowaną do ojczyzny: „A płyńcież wy, płyńcież Rodacy do Narodu swego! Płyńcież wy do Narodu waszego świętego chyba Przeklętego! Płyńcież do Stwora tego św. Ciemnego, co od wieków zdycha, a zdechnąć nie może!”. Pierwsze kroki w Buenos Aires Gombrowicz skierował do polonusów, później – za wcześniejszą radą i prośbą Czesława Straszewicza – do polskiego poselstwa. Wszędzie szukał pomocy materialnej i sposobu na urządzenie się w Buenos Aires. Wszystkie postacie, z którymi się spotykał parodiowały polskie wady narodowe. Świat polonusów i urzędników poselstwa był odwróceniem idylli z Mickiewiczowskiego Soplicowa. U Gombrowicza dominował żywioł parodii i satyry. Przed konsulem Feliksem Kosiubidzkim bohater odegrał rolę wielkiego pisarza, co zaowocowało skromną zapomogą oraz zaproszeniem na bankiet, na którym Polacy mieli pokazać argentyńskim gospodarzom „Wielkiego G. Geniusza Gombrowicza”. Na bankiecie rozegrał się pojedynek geniusza Gombrowicza z geniuszem argentyńskim, po którym ten pierwszy salwował się ucieczką, ale w jej trakcie poznał argentyńskiego milionera Gonzala – dziwaka i homoseksualistę uganiającego się za młodymi chłopcami. Gonzalo zaprosił Witolda do swojego pałacu i tam zawiązała się intryga. Namówił Witolda, by ten pomógł mu zbliżyć się do Ignacego – syna polskiego emerytowanego majora Tomasza Kobrzyckiego. W końcu doszło do zbliżenia między Gonzalem a Ignacym, a następnego dnia rano Tomasz Kobrzycki postanowił – aby zmazać plamę na swoim honorze – wezwać go na pojedynek. Jego sekundantem miał być Witold. Gdy udał się do Gonzala, ten namawiał go, aby w trakcie pojedynku do pistoletów nie wkładano kul, a tylko proch. Urzędnicy poselstwa, chcąc uhonorować odwagę i honor Tomasza, zorganizowali w czasie pojedynku polowanie z chartami. Toczy się pojedynek. Tomasz bronił swojego i synowskiego honoru, nie będąc świadomy, że pojedynek jest w gruncie rzeczy parodią pojedynku, nieopodal co pewien czas przejeżdżała kawalkada myśliwych z chartami, będąc parodią polowania, bo w pobliżu nie było najmniejszych szans na upolowanie jakiejkolwiek zwierzyny. W końcu psy gończe zaatakowały Ignasia, którego z opresji uratował Gonzalo. To wystarczyło, by Tomasz się z nim pogodził. Cudowne ocalenie Ignacego oraz równie cudowne pogodzenie Tomasza z Gonzalem były powodem tego, że Gonzalo zaprosił całe polskie towarzystwo do swojego pałacu, który budził zdziwienie. Stała tam biblioteka z ogromną ilością książek i wszędzie biegały dziwne zwierzęta – skrzyżowanie psów i kotów z chomikami i innymi zwierzętami. Po uroczystości wszyscy poszli do wyznaczonych im sypialni. Gombrowicza prześladowały dziwne myśli. W końcu poszedł powiedzieć Tomaszowi, że pistolety użyte w pojedynku były puste. Tomasz z wściekłości postanowił zabić Gonzala i swojego syna. Całą rozmowę słyszał Gonzalo, który z kolei powiedział, że ma sposób na Ignacego, aby on właśnie szybciej zabił swojego ojca. Następnego dnia Gonzalo i Ignacy grali w palanta. Gombrowicz i Tomasz mieli być sędziami. Trzeciego dnia pobytu Gombrowicz usłyszał za płotem sykanie. Okazało się, że byli to trzej właściciele spółki, którzy zaprosili bohatera na przejażdżkę. Kiedy wsiadł on do bryczki, Pyckal wbił mu w łydkę ostrogę. Bohater zemdlał z bólu. Obudził się w piwnicy w towarzystwie trzech byłych pracodawców. Długo nikt się nie odzywał i nie poruszał. Nagle do pomieszczenia przyszedł Rachmistrz, który również miał przy bucie ostrogę. Po kilku godzinach wbił ją bohaterowi w łydkę, kazał innym przytwierdzić ją również jemu i powiadomił, że właśnie przystąpił on do Związku Kawalerów Ostrogi i ma zmieniać oblicze Polski. Do piwnicy zaczęła przybywać znaczna część Polonii. Gdy Gombrowicz chciał opuścić piwnicę, ponownie został ugodzony ostrogą. Postanowił, ze namówi towarzyszy do czynu, więc zaproponował zabicie Tomasza. Pojechał do pałacu, aby zaplanować mord. Zastał tam wszystkich grających w palanta. Później Polacy zorganizowali kulig. „Trans-Atlantyk” kończy scena orgii i kuligu w pałacu homoseksualisty Gonzala, w trakcie której idea ojczyzny zastąpiona została ideą „synczyzny”, a Mickiewiczowskie „kochajmy się” zamienione zostało na gargantuiczny śmiech.

Nick:
E-mail:
Komentarz:
.